Atwood pisze o starości i nie traci poczucia humoru. „Wdowi las”.

Kilka pierwszych opowiadań (cała część pierwsza) średnio przypadło mi do gustu. Nasunęło mi się, wymyślone przeze mnie, słowo: wspominkowatość. Miałam na myśli taką opowieść, którą największą przyjemność sprawia opowiadającej, opowiadającemu. Tak było, pamiętam, posłuchajcie. Część druga jednak sprawiła, że kompletnie zapomniałam o pierwotnych zastrzeżeniach. To była Atwood w pełnej krasie. Bystra obserwatorka. Zabawna narratorka. Wybitna pisarka pełną gębą. Duża przyjemność czytania. Poruszona głowa. Dialog z Orwellem – wspaniały! Postać matki-czarownicy nie do zapomnienia. Część trzecią zaś – pokochałam. Wciąż mam niedostatek narracji starszych kobiet. Poruszająco opowiedziała Atwood o odejściu męża, najbliższej osoby, z którą przeżyło się kilkadziesiąt lat. Wspaniale zarysowała […]

Więcej