Blog o literaturze kobiet

Ann Patchett „Stan zdumienia”. Doskonałe wakacyjne czytadło.

Czytadło doskonałe. Coś w sam raz na wakacje. Dodaję do kategorii #dobreksiążkiwagilekkiej i będę wracać do Ann Patchett. Chyba jeszcze tego lata, bo wiem, że jest coś nowego. W dżungli ginie naukowiec. Wybrał się tam z ramienia firmy farmaceutycznej, aby przyspieszyć misję wynalezienia nowego leku, który ma przedłużyć okres reprodukcyjny kobiet. Jego żona nie wierzy w tę śmierć i wysyła na poszukiwanie grobu jego współpracowniczkę, Marinę (bo sama musi opiekować się dziećmi). Marina z kolei musi zmierzyć się z historią z przeszłości, uasabianą przez jej dawną wykładowczynię, stojącą na czele misji.  Czyli – historia dość odległa od naszej rzeczywistości, mało […]

Czytaj więcej »

Matylda Kozakiewicz „Lot myszołowa” i „Przebudzenie”. Dobrze czasem wyjść ze swojej czytelniczej bańki!

Prawdę mówiąc w życiu bym się nie spodziewała, że gatunek fantasy, a nawet romantasy (które to określenie brzmiało dla mnie jak coś z najodleglejszych antypodów od mojego zainteresowania) może mnie tak wciągnąć! Ursula K. Le Guin (której eseistykę ostatnio wprost pochłaniałam) ma rację – książki są dobre albo złe niezależnie od gatunku. Gdzie są następne części? Potrzebuję ich żeby mieć dobre wakacje! Po skończeniu „Przebudzenia” czuję ewidentny brak. Jak człowiek na głodzie (przyjemności). To jest po prostu doskonała rozrywka. Ewidentnie coś do mojej kategorii #dobreksiążkiwagilekkiej Matylda Kozakiewicz ma talent. Akcja wciąga właściwie od razu, a potem tylko się rozkręca. Psychologiczne […]

Czytaj więcej »

„Moja” autorka na poprawę humoru. Katarzyna Gacek „Zbrodnia, której nie było”.

Jeśli gromadzę książki tej samej autorki oznacza jedno – to „moja” pisarka. W tym przypadku moja pisarka w ramach gatunku cosy crime. Czyli takiego, przy którym najlepiej odpoczywam (i, niestety, jednocześnie najmniej tytułów zyskuje moje uznanie, większość odkładam po kilku stronach). Katarzyna Gacek regularnie dostarcza mi powieści, które dobrze mnie nastrajają,  dlatego jak tylko wychodzi coś nowego spod jej pióra, sięgam. „Zbrodnia, której nie było” to druga z serii książka o Gabrieli, policjantce, która po śmierci męża wycofuje się z zawodu i wraca do rodzinnego Nałęczowa, żeby pomóc rodzicom prowadzić rodzinny pensjonat „Jaśminowy Dwór”. Dołącza do klubu czytelniczego, w którym […]

Czytaj więcej »

Dobra ukraińska literatura środka z wojną w tle. „Wróżby to rzecz zimowa” Eugenii Kuzniecowej.

Książki Eugenii Kuzniecowej to jedna z moich czytelniczych przyjemności w ramach powieści obyczajowych. Są dokładnie takie jak lubię. Bliskie zwyczajnego życia, wgryzające się w jego warstwy, w opisywanych ludzi, ich uczucia, nastroje. Codzienność. Z tym, że jest to codzienność wojny. Dodatkowo perspektywa Kuzniecowej jest interesująca. Ukraińska, ale mocno zanurzona w Europie. Tym razem akcja dzieje się na ukraińskiej wsi, ale większość postaci ma również doświadczenia życia poza granicami swojego kraju. Główna bohaterka – przyjeżdża do domu, w którym jej zmarły ojciec spędził ostatnie lata życia. Chcę tu prowadzić badania etnograficzne – co wydaje się wyrazem miłości do swojego kraju (któremu […]

Czytaj więcej »

„Mara” Małgorzaty Domagalik. Wolna miłość i feminizm.

Zawsze była mi bliska literatura eksplorująca temat seksualności; mam jednak to, najczęściej jak się okazuje nadwymiarowe, przekonanie, że takie książki muszą trzymać pewien literacki poziom i  głębię. Nader rzadko więc czytam więcej niż jedną, dwie strony takich pozycji, najczęściej od razu wiem, że to nie dla mnie. Zabierałam się więc do „Mary” jak pies do jeża, pełna nieufności, mimo, że cenię od lat Małgorzatę Domagalik. I nie od razu dałam się przekonać, bo początkowo narracja podzielona na kilka różnych firm wydawała mi się zbyt szarpana. Ale ostatecznie – kłaniam się autorce. Chcę opowieści o nienasyconych, niezależnych  kobietach i taką tu […]

Czytaj więcej »

„Zadry”, czyli mazurska Narnia dla pięćdziesięciolatek w wykonaniu Oli Klonowskiej-Szałek, założycielki slowhopa.

Mówię Wam: chcecie to czytać. Ja w każdym razie na pewno, a prawie ją ominęłam. Takich rodzimych powieści mi brakuje. Gatunek? Nie mam pojęcia. Coś pomiędzy przygodówką w typie Pana Samochodzika, w końcu jest skarb, jest nastoletnia ekipa, opowieściami z Narnii, z tym, że Narnia jest na Mazurach Garbatych, które są po drugiej stronie lustra Warszawy, obyczajówką, taką naprawdę dobrą, w której nastolatki trzaskają drzwiami, a matka bohaterki trzyma w domu obraz Matki Boskiej i Piłsudskiego, ale chyba nie wie, że ten był socjalistą (choć generalnie wszystko wie najlepiej; ze sceny z matką zaśmiewałam się głośno, jest podszyta doskonałym poczuciem […]

Czytaj więcej »

Kryminał z klimatem Kraju Basków. „Cisza białego miasta” Eva Garcia Saenz de Urturi.

Chciałam książkę związaną z Krajem Basków i dwa lata temu, gdy podróżowałam po północy Hiszpanii dostałam od Was idealne polecenie. A że sięgnęłam dopiero teraz? Cóż! Ale skorzystałam:)(Choć coś mi się przypomina, że czytałam również inną powieść autorki, ale potem musiałam sobie zrobić przerwę, bo była dla mnie zbyt straszna). Bardzo wciągający kryminał. I chociaż to rzecz o seryjnym zabójcy to całe szczęście dla mnie nie epatowała grozą jakoś przesadnie. A jednocześnie trzymała w napięciu. No i ta baskijskość! Widać, że pisarka jest w niej głęboko zanurzona,  bo oddała ją bezbłędnie. Jeszcze czuję klimat sierpniowej imprezy w Bilbao. Pełna petarda, […]

Czytaj więcej »

Dobry angielski humor i cosy zbrodnia. „The cornish castle murder” Fiony Leitch.

Kupiłam ją w St Ives, bo leżała na półce z nowościami, miała podręczny format, tani w wydaniu i bardzo wygodny w czasie podróży, w nazwie „kornwalijski”, a w opisie fabułę sugerującą cosy crime. Ryzyko, że mi się zupełnie nie spodoba było znaczne,  bo moje doświadczenia z tego typu powieściami w języku polskim były takie, że zdecydowana większość kompletnie do mnie nie trafia. Choć sam gatunek uwielbiam, to latami szukałam czegoś, co będzie choć zbliżało się do Agaty Christie czy Joanny Chmielewskiej. Pierwszym udanym strzałem była dopiero literatura @gacekpisze Wcześniej same pudła (w dużej ilości; w końcu szukałam latami). Ale!Uwielbiam angielski […]

Czytaj więcej »

„Goście weselni” Alison Espach a urok wiktorańskich powieści.

Na początku wydawało mi się, że to powieść nie w moim stylu, że skręci niebezpiecznie w stronę zbyt grubymi nićmi szytego romansu, czyli czegoś dla mnie  osobiście kompletnie nie do strawienia. Potem naprawdę dałam się wciągnąć. A na końcu? Ostatnio w wywiadzie Justyny Sobolewskiej Maciej Siembieda wspomniał, że hollywoodzkie wytyczne dotyczące konstrukcji powieści traktuje jako punkt wyjścia do zabawy z tekstem, najważniejsza jest bowiem uroda opowieści. Za to właśnie uwielbiam jego tytuły. Autor nie dał warsztatowi zabić siebie. W moim odczuciu w „Gościach weselnych” było sporo momentów, w których stery próbował przejąć schemat. Zbyt gładko zbiegały się wątki i zbyt […]

Czytaj więcej »

„Trzecia osoba”. Subiektywnie najlepsza powieść Kańtoch.

Nowa powieść Anny Kańtoch to zdecydowanie  #dobreksiążkiwagilekkiej a do tego moja ulubiona pozycja jej autorstwa. W kategoriach jak zwykle u mnie bardzo subiektywnych – bo tym razem postawiła pisarka jeszcze mocniej niż zwykle na aspekt psychologiczny, za to mniej tu grozy związanej ze zbrodnią. Dokładnie tak jak lubię. Małe, górskie miasteczko. Chłopiec, który nie dostał się na studia, przeżywa swoją pierwszą w życiu porażkę siedząc bezczynnie w swoim pokoju.  Zaczyna się interesować tajemniczym zaginięciem sprzed lat. Tak się składa, że mieszka w domu, który należał kiedyś do rodziny, której ojciec z matką zniknęli i do tej pory nie zostali odnalezieni. […]

Czytaj więcej »

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading