To nie jest moja ulubiona Strout. „Lucy i morze”.

Mimo, że mam słabość do prozy Elizabeth Strout mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Coś pomiędzy świetna jak zawsze, a kompletnie nie do zniesienia. Zaczęłam od irytacji. Przypomniało mi się od razu stwierdzenie Pilcha, jeszcze przed śmiercią, a już po wybuchu pandemii; parafrazuję jego słowa z pamięci, ale chodziło o to, że pewnie wiele pisarek, pisarzy ostrzy sobie już pióra na ten temat, trzeba jednak uważać, może być grząski.  Za daleko (dla mnie) poszło u Strout przypisywanie łatwej symboliki pandemii. Nie podobał mi się (bardzo!) człowiek z ciemną aurą świadczącą o tym, że zachorował już na koronawirusa. Ani  włosy, […]

Więcej