Angażująca autofikcja. „Ślimaki i śnieg” Agnety Pleijel.
Znacie pierwsze części tej trylogii?Ja nie. Edyta_z_oliwy napisała mi, że „Ślimaki i śnieg” to możliwość, dwie poprzednie pozycje to konieczność. Zatem natychmiast kupuję „Wróżbę. Wspomnienia dziewczynki” i „Zapach mężczyzny” (tym bardziej, że poleciła mi je mocno również Anna Kiełbasińska i Agat_i _litery), bo ja już teraz utonęłam w tej prozie. Nie od razu, bo przez pierwszy moment trochę kręciłam nosem, że to za blisko Ernaux (chodziło mi o zabieg mówienia o sobie młodszej w trzeciej osobie), ale szybko mi przeszło, bo naprawdę się wciągnęłam. Tak, to kolejna proza z nurtu autofikcyjnego, ale udana i ja chyba wciąż jeszcze odczuwam niedosyt […]
„Śmierć w jej dłoniach”. Najlżejsza, wciągająca powieść Moshfegh. Z małym „ale”.
Z jednej strony – ale świetna! Tego mi było potrzeba. Dużo lżejszy kaliber niż Moshfegh prezentowała do tej pory, ale napisany z właściwym pisarce talentem, więc czyta się wyśmienicie i bardzo szybko. Do tego staruszka jako główna bohaterka – jak mi się to podoba! Zagadka kryminalna w tle. Bo zaczyna się od spaceru po lesie z psem. Vesta znajduje wtedy kartkę: „Miała na imię Magda. Nikt nigdy się nie dowie, kto ją zabił. Nie ja. Tu spoczywają jej zwłoki”. Z drugiej strony radość lektury psuło mi jednak nieco zbyt mocne skojarzenie z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. […]