Siri Hustvedt w formie. „Co kochałem”.
Siri Hustvedt to dla mnie jedna z tych pisarek, którą od razu, gdy tylko wpadła mi w ręce jej pierwsza powieść, chciałam czytać dalej. Wyczułam duży talent. I onieśmielający intelekt. „Co kochałem” też mnie zachwyciło. Hustvedt mniej tu meandrowała, uciekała na boki niż w pierwszej jej lekturze, z którą się zetknęłam, „Wspomnieniach przyszłości”. To bardziej klasyczna powieść. Z drobiazgowo odmalowanym światem przedstawionym, z długim trwaniem (co zawsze bardzo doceniam). Umożliwia głębokie wczucie się w sytuację głównego bohatera, wykładowcy akademickiego i jego najbliższych; żony – wykładowczyni, bliskiego przyjaciela rzeźbiarza (mieszkającego po sąsiedzku) i jego partnerki, też parającej się nauką, a także […]