Literatura piękna 04 lipca, 2025
Kpiąca i pełna samoakceptacji. „Metry na sekundę” Stine Pilgaard.
Miałam ochotę na lekturę niezobowiązującą, ale jednocześnie jakoś znaczącą. „Metry na sekundę” Stine Pilgaard to był idealny wybór.
Właściwie zupełnie nic się tu nie wydarza. To rok z życia pewnej pary, świeżo upieczonych rodziców, którzy w związku z pracą jednego z nich na uniwersytecie ludowym przyjechali do małej miejscowości w Zachodniej Jutlandii. I to by właściwie było tyle jeśli chodzi o akcję. Zamiast niej dostajemy niezwykle celny zapis pewnego momentu (przejścia) w życiu, jakim jest pojawienie się dziecka. Szalenie celne obserwacje. I na dokładkę „Kącik Porad”, zabawny przerywnik, który jest majstersztykiem w zakresie rozłożenia psychologicznej i obyczajowej codzienności na czynniki pierwsze.
Ale to co jest tu chyba najlepsze to ta bardzo specyficzna mieszanka ciepłej (samoakceptującej) ironii i poczucia humoru z wrażliwością na detal. Kpiący i czuły ton.
To był prawdziwy odpoczynek dla skołatanej głowy. Nienadęta, mądra rozrywka w moim guście.
Dzięki @prosto_o_ksiazkach za polecenie. Chętnie polecam dalej.
Tłumaczyła: Zuzanna Zywert
Aga Szynal