Jak wydobywać z zapomnienia wielkie malarki, to z rozmachem! „Mela Muter. Wierna sobie” Sylwii Zientek.

To nie jest współpraca ani prezent od wydawnictwa, bo nie ma u mnie takowych. Książkę kupiłam sama, od razu gdy się ukazała. Bo zwyczajnie od momentu, kiedy zobaczyłam pierwsze obrazy Meli Muter w Villi La Fleur jakiś czas temu, poczułam, że to bliska mi malarka. Czytałam już o niej coś niecoś w innej książce Sylwii Zientek, ale było mi mało. Z przyjemnością więc zanurzyłam się w ten tytuł. „Mela Muter. Wierna sobie”. Tytuł jak najbardziej adekwatny,  bo chyba najbardziej rzucającą się w oczy cechą bohaterki była nie-przynależność. Nawet jeśli z kimś, czymś sympatyzowała to zawsze po swojemu. W miłości i […]

Więcej