Literatura faktu 18 stycznia, 2023
„Synu, jesteś kotem”, czyli jaka jest dobra proza autobiograficzna.
Lubię prozę autobiograficzną, ale ostatnio coraz częściej natykam się na rzeczy literacko słabe. Dlatego gdy ogarnął mnie czysty zachwyt dotyczący „Synu, jesteś kotem” zaczęłam mocno rozkminiać: co sprawia, że akurat ten tytuł tak mnie porusza? Dlaczego właściwie sądzę, że to właśnie jest #dobra literatura ? W końcu Katarzyna Michalczak wraz z synem piszą tu po prostu swoją historię. Historię życia z zespołem Aspergera.
Otóż doszłam do dwóch głównych wniosków. Pierwszy jest banalnie prosty, ale jednocześnie kluczowy. „Synu, jesteś kotem” jest po prostu cholernie prawdziwe. Prawdziwe nie w tym sensie, że: patrzcie, tu oto jestem ja, biedna, doświadczona przez los, opowiem wam teraz, jak mi było ciężko; współczujcie mi i uczcie się ode mnie, bo dałam radę. Nie ma tu ani odrobiny szantażu emocjonalnego. Są fakty. Często głęboko intymne (bo przecież zazwyczaj najmocniej pudrujemy te fragmenty w nas za które się najbardziej wstydzimy). Wierzę Michalczak. Ale jeszcze mocniej wierzę Radkowi: „Wiwisekcja mi nie przeszkadza, przeszkadza mi, że chciałaś się wybielać”. Radek mówi „sprawdzam”. Zatem autorka nie może odpłynąć w mieniące się akceptacją w oczach innych wody romantyzowania ich wspólnej historii.
Drugi powód – to nie jest publicystyka. Publicystyka pisze na zadany temat. Literatura opowiada historię. Mam wrażenie, że coraz częściej proza autobiograficzna bierze się za tematy. Wychodzą z tego spłaszczeni bohaterowie i marne narracje. Michalczak sprowadza swoją opowieść do dwóch głównych osób, siebie, matki syna z zespołem Aspergera i Radka, czyli tegoż syna właśnie, ale udaje się jej snuć opowieść, a nie wyczerpywać temat. Różnica jest może delikatna, gdy o niej teraz opowiadam, ale jakże kluczowa dla literatury, któa powstaje.
Na pierwszy rzut oka „Synu, jesteś kotem” to oczywiście książka dla wszystkich tych, których interesuje jak to jest wychowywać dziecko z zespołem Aspergera. Diagnoz jest coraz więcej, więc i potrzeba duża. Ale to tylko ułamek wartości tej prozy. Bo tak naprawdę Michalczak (tu już głównie ona, bez pomocy Radka) opowiada nam o rodzicielstwie w ogóle. Że chodzi o porzucenie wszelkich wizji. Przyjęcie osobnego człowieka, który rodzi się już jakiś. Który nigdy nie jest białą tablicą zapisywaną potem poprzez nasze próby wychowawcze. Chodzi o szacunek do inności. Może to jeszcze trudniejsze, gdy ta inność wychodzi z nas, ale trzeba zawsze pamiętać, że jednak nie jest nami i nigdy nie będzie. Ma prawo do osobności.
Z całą pewnością jest to proza, która najmocniej dotknęła mnie jako matkę.

Ogromnie doceniam fakt, że Michalczak nie zawłaszczyła tej historii dla siebie. Oddała głos Radkowi. Tym samym najlepiej pokazała drogę, którą przebyła. Od:
„Owszem, ogromnie się przejmowałam, ale wtedy też nie widziałam w tym ciebie. Widziałam przede wszystkim siebie: upadek swojej wizji tego, kim jest moje dziecko i jaki jest jego stan zdrowia. Jak pomyślę o tej egoistycznej lasce, którą byłam i której się wydawało, że jest taką wspaniałą, mądrą matką, to wzbiera we mnie wściekłość”.
Do:
„Szanuję więc Twój mózg i staram się nie wywierać presji”.
Radek wypowiada tu takie ważne słowa a propos swojej diagnozy:
„Wydaje mi się, że ta „etykietka” mi pomogła. Znalazłem się w miejscach, w których było dla mnie znośniej niż w „normalnych” szkołach. W odpowiednim dla siebie środowisku. Nie zdarzyły mi się sytuacje, w których bym z powodu otwartego mówienia o swojej diagnozie poczuł się jakoś szczególnie niezręcznie”.
I ma przestrzeń, żeby sam siebie określić:
„Bardzo identyfikuje się z kotem. Z takim kotem, który potrzebuje ludzi, ale jest w stanie się bez nich obejść; ma swoje zainteresowania, ale też chce spędzać czas z ludźmi – sam z własnej woli chce to robić. A kiedy już jest z ludźmi, to chce od nich za dużo uwagi”.
A Katarzyna Michalczak przyznaje w tytule: „Synu, jesteś kotem”.
Wydawnictwo Cyranka, brawo za wydanie tak doskonałego tytułu.
Aga Szynal
