Literatura piękna 22 czerwca, 2023
„Fatum i furia”. Powieść pełna.
Jest we mnie jakaś tęsknota za „dużymi” powieściami, które nie są malowane impresjonistycznym pędzlem, lekko, parę pociągnięć mających dać wyobrażenie całości, ledwie muskających płótno rzeczywistości, jakiś jej istotny moment; zamiast tego mamy solidne zanurzenie w przestrzeni czasu życia bohaterów. Bo czy nie jest tak, że pewne kwestie tylko w ten sposób możemy odpowiednio nakreślić?
Dajmy na to małżeństwo.
Dlatego pokochałam „Fatum i furię” Lauren Groff. Mimo, że ani jej „Wyspa kobiet” ani „Floryda”, które czytałam wcześniej nie zdołały mnie jakoś mocniej dotknąć (choć trudno mi się do czegoś w nich przyczepić).
W „Fatum i furii” przeżywamy życie dwojga ludzi. Lotto i Mathildy. Pięknych, dwudziestodwuletnich w momencie gdy się pobierają. I nie, nie jest to historia kolejnego zrujnowanego małżeństwa, rodziny budowanej na złych fundamentach. Bo nawet jeśli były złe, to co z tego, wystarcza miłości na zasypanie dziur.
Narracja męża. I narracja żony. Dwie kompletnie różne opowieści. Ale przecież obie (między innymi) o dawaniu sobie szczęścia.
Znają się tak dobrze. Wiele o sobie nie wiedzą. W obu przypadkach to prawda.
Polecam.
Aga Szynal
