„Szkody. Opowieść o świecie minionym”, czyli jak Hanna Hoffman pisze dom, którego już nie ma.
Czasem, kiedy chce się wrócić do domu, trzeba go sobie napisać. Tak właśnie zrobiła Hanna Hoffman w „Szkodach”. Szkody są, bo domu już nie ma. Zmarli ojciec i matka. A także dlatego, że Śląsk wciąga miejsca i budynki, świadków pewnego dojrzewania. Nie odda. Pierwszoosobowa narratorka rekonstruuje swój świat „kundla”, jak się określa. Ślązaczka, ale też nie całkiem stąd. Rodzina jej ojca pochodzi z Wielkopolski. Ona sama, gdy pisze, jest już Krakowianką z wyboru. „Wyrosłam z prowincji, lubię małe światy i wciąż te same ulice. Raczej powolna krzątanina niż wielkomiejski rozmach, dreptanie po własnych śladach, nie cudzych. Z pozoru błahe chwile, […]