Blog o literaturze kobiet

Literatura faktu 07 grudnia, 2024

Agnieszka Osiecka „Dzienniki. 1956-1958. 1970” pod redakcją Karoliny Felberg. Cena za twórczość.

Z pewnością jest to lektura dla bardzo wąskiej grupy ludzi. Tych zainteresowanych głęboko twórczością Agnieszki Osieckiej. Pewnie też dla tych jakoś z nią związanych?

Dla mnie to ostatni z przeczytanych dzienników. Obejmuje lata 1956-1958 i rok 1970, w tym niewydaną autofikcję. Plus notatki i inne teksty. Sięgnęłam po niego tak późno (wydany w 2021 roku) tylko dlatego, że nie zauważyłam, że się pojawił. Poprzednie czytałam na bieżąco.

Dlaczego? Bo cholernie mnie interesuje proces stawania się. W ogóle. A w szczególe właśnie Osieckiej. Artystki w męskim świecie.

„Każdemu się wydaje, że jego pokolenie wydało ludzi niezwykłych, niezwykłe myśli i tęsknoty. Nawet u mnie, na tych kartkach pojawiają się nasi zmarli – Zbyszek, Marek. Wydaje się, że najważniejsze w życiu naszym jest te kilka tysięcy dni, te parę lat, kiedyśmy się stawali – i kiedy nas „stawano”. Wszystko, co jest potem – nie należy już tak całkiem do nas”.

Z całą pewnością to boleśnie szczere dzienniki. Które Osiecką obnażają i z najlepszej, i z najgorszej strony. Choć przyznam, że ja nigdy nie czytam twórczości tego typu z podejściem ocennym, rozliczającym.  Raczej z ogromną ciekawością: jak to było? Bo kobieta, artystka wyjątkowa. Talent ogromny. Ale też „pancerny motyl” (używała tego określenia w stosunku do swojego pokolenia).

Dla mnie ten tom był też gratką, bo wielokrotnie pokazywała tu Osiecka kulisy swojego warsztatu twórczego. Co jest pouczające.

„Niektórzy tak mają. Żadnemu zjawisku nie odpuszczają epickiego myślotoku, czy dogłębnej analizy. W ich głowach nierzadko kłębią się jakieś myśli – nierzadko natarczywe”.

„O pisarzach mawia się, że tworzą z niczego. Puste kartki zamieniają się pod ich piórem w kilka chwil albo godzin w wiersz, felieton, opowiadanie. Tymczasem owo „nic” to często morze myśli i huragan wątpliwości, z którymi się zmagają idąc do warzywniaka po pietruszkę”.

„Na szczęście zdarzały jej się momenty, kiedy napięcie odpuszczało. Czuła się wówczas wolna, radosna, szczęśliwa. Najłatwiej wyzwalała się spod reżimu własnych myśli wiosną. Energia słońca intensyfikowała wtedy życiowe instynkty i nawet ona musiała im się poddać. Co innego późną jesienią! Jesienią czuła niemoc”.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading