Literatura piękna 12 maja, 2025
Literatura. Sztuka. Uniesienie. Ali Smith. „Być jednym i drugim”.
Czytam (zawsze) Ali Smith w swego rodzaju uniesieniu. I być może to jest właśnie to, co pozwala „być jednym i drugim”. Mną i bohaterką. Tu i tam. Wtedy i teraz. Pozwala wyjść poza moje jednostkowe ograniczenie.
Sztuka.
Nawet jeśli nie wszystkie odniesienia Ali Smith rozumiem, to przecież w gruncie rzeczy chodzi o to, że prąd tej literatury jest większy niż mój umysł. A nawet intelekt pisarki. I zabiera nas obie ze sobą. Twórczynię i czytelniczkę. Obmywa nas woda znaczeń, wsiąka w nas. Niekiedy poza prostą racjonalnością.
To samo dzieje się gdy z uwagą oglądamy dobry obraz. Albo – tak jak jedna z dwóch bohaterek tej powieści – freski; namalowane zresztą wieki temu przez drugą bohaterkę, Włoszkę, która tworzyła ukryta pod męskim przybraniem. I która jakimś cudem, w jakiejś formie pojawia się w XXI wieku. Jako duch sztuki? (Nie wszystko jest tu jasne; nic nie jest podane na tacy. Za to ważna jest symbolika, swoista symetria elementów).
Obie bohaterki łączy doświadczenie uniwersalne – śmierć matki; która w ich przypadku nastąpiła w młodym wieku.
Podobno można trafić na różne wydania „Być jednym i drugim”. Ja zaczęłam od historii o tym jak to było być uzdolnioną kobietą wieki temu. I o konfrontacji przeszłości z teraźniejszością. Potem pochłonęłam opowieść o George, licealistce z Cambridge, która nie może poradzić sobie z żałobą. Mogło być odwrotnie.
Freski, które je łączą, to namalowane pory roku. Ali Smith też je przecież namalowała: pisarsko, w czterech częściach.
Wspaniała (trudna) książka, która daje poczucie obcowania z pozajednostkową tajemnicą.
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Aga Szynal