Literatura piękna 26 listopada, 2023
„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?
Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom.
„Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale z drugiej strony to jest po prostu schemat dobrze napisanej powieści. Sprawdza się. A Allende, jak każda pisarka, ma swoje tematy, w których drąży szczególnie mocno. Tak się składa, że jednym z nich jest dojrzewanie kobiet do niezależności, do walki o same siebie. A w przypadku „Violety” również do walki o inne przedstawicielki własnej płci. To sprawy, które mnie wyjątkowo mocno interesują.
Czytając Allende dowiadujemy się też całkiem sporo o Chile i o Ameryce Południowej w ogóle.
Nie jest to na pewno najlepszy jej tytuł. „Dom duchów” pisany był wg mnie niemal w natchnieniu, a może raczej niemal w natchnieniu się go czytało. „Violeta” aż takich emocji nie dostarcza. Ale to nie znaczy, że nie warto czytać. Choć gdybym miała komuś rekomendować od czego rozpocząć przygodę z tą autorką to nie byłoba „Violeta”.
Aga Szynal