„Trąbka do sluchania” Carrington, czyli miotła dla staruszek.
Ekscentryczna, ironiczna, cudowna!Taka jest Leonora Carrington w „Trąbce do słuchania” wydanej przez Wydawnictwo Literackie w serii „Inne konstelacje”, w której będą się ukazywały tytuły polecane przez Olgę Tokarczuk. Bizarne. „Jeżeli starsza pani nie może pojechać do Laponii, Laponia musi przyjść do starszej pani”. Zaczyna się spokojnie i dość stereotypowo, przygłucha staruszka mieszka z synem, jego rodziną. Ma koty. I przyjaciółkę od serca. Jedynym jej wyróżnikiem jest od początku poczucie humoru. A potem, stopniowo, od momentu, gdy otrzymuje w prezencie tytułową trąbkę, wszystko staje na głowie. Machina zaskoczeń się rozkręca. Trzeba uważnie czytać każdy akapit, bo nie wiadomo co jeszcze nas […]
„Pocztówka” Anne Berest. Francuskie poszukiwania żydowskiej tożsamości.
Mam co do niej mieszane uczucia. Wciągnęła mnie, to na pewno, bo mnie interesuje ta tematyka – poszukiwania własnej tożsamości, zwłaszcza tej pogrzebanej głęboko pod zasłoną milczenia, jak to często się dzieje w przypadku tożsamości żydowskiej. Tu proces ten rozpoczyna tajemnicza, tytułowa pocztówka z czterema nazwiskami dostarczona na nazwisko nieżyjącej babci pisarki. Anne Berest przeprowadza śledztwo. W głąb rodzinnych sekretów. Symboliczne jest, że zaczyna to śledztwo gdy w jej brzuchu rośnie córka. W końcu ona też będzie Żydówką (nawet jeśli rodzina jest od dawna silnie zakorzeniona we Francji). I ta współczesna część jest dla mnie szczególnie interesująca. Wygląda na to, […]
Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.
W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć. To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z […]
„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.
„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie […]
Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.
Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat. W gruncie rzeczy pewnie można je przykładać rownież do literatury. Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei […]
Zachwyt nad polską prozą, czyli „Toń” Ishbel Szatrawskiej.
Nie dało się jej odłożyć. A kiedy kończyłam miałam ciarki. Wydaje Wam się, że „Hersh…” jest znakomity? Owszem. Mnie też. Ale to jeszcze nic w porównaniu z najnowszym tytułem Szatrawskiej. Ona najwyraźniej diabelnie dobrze umie w pisanie, niezależnie od gatunku. A tym razem zaserwowała nam powieść. Wielowątkową. Rozbudowaną. Splatającą mistrzowsko różne plany czasowe. Miejsce akcji: dawne Prusy Wschodnie. Z całą ich etniczną złożonością, którą tak skutecznie pudrowano w PRL-u. Z uchodźctwem, które jest wpisane w to miejsce (na ten plan nakłada się wymownie to, co dzieje się teraz na białoruskiej granicy; w sposób mądry i bardzo zniuansowany, co doceniam, bo […]
„Violeta” Isabel Allende. Stary, dobry scenariusz działa, ale czy jest iskra geniuszu?
Bardzo lubię, gdy pisarka umie ubrać ważne treści w przystępną formę, taką, która dociera szeroko, bo przy okazji dostarcza rozrywki. Isabel Allende jest w tym mistrzynią i po namyśle nie bez kozery mogę w przypadku właściwie wszystkich jej tytułów użyć hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej Każdy jeden, z którym do tej pory się zetknęłam wart jest czytania i każdy jeden mogę polecać nie tylko czytelniczym pasjonatom. „Violetę” też pochłonęłam z przyjemnością. Miałam moment, w którym trochę kręciłam nosem, że Allende po raz kolejny używa bardzo podobnego scenariusza, że nieco się to jej pisanie robi schematyczne w formie i coś w tym jest, ale […]
„Łakome” Lebdy. Poetycka proza o żywym i śmierci.
Łakoma jest żałoba. Ale i łakome jest życie.Najmocniejsze pisanie o życiu jest wtedy , kiedy piszemy o śmierci. Żywe wiecznie opiera się śmierci. Jednostkowe przegrane na jej rzecz nie zmieniają całościowego obrazu. Narratorka „Łakomych” przyjeżdża do Maja, żeby towarzyszyć w umieraniu Babci, która wychowała ją po śmierci rodziców. Ona i druga kobieta, która ją wspiera znikają na tym końcu świata, w którym nie ma nic, a przecież i tak jest wszystko. Kobiety przejmują bycie z Babcią, bezpośrednią opiekę. Dziadek zamyka swój strach w konkretnych czynnościach. Przebudowuje. Ulepsza. Zmienia. Jego ręce są ciągle zajęte. Jeśli idzie o poetycką prozę mam zawsze […]
„Mam tak samo jak ty” Doroty Masłowskiej. O moim mieście.
Warszawa, lata ostatnie. Pandemia. Wojna. Zwykłe życie. Pięknie nas przez nie przeprowadza Masłowska w swoich felietonach, pisanych, jak wnioskuję, gdzieś z perspektywy Ochoty. Oraz, to z całą pewnością, z perspektywy osoby, która weszła w to miasto już jako młoda dorosła. Zatem nie ma wobec Warszawy tendencji uromantyczniania, którą ja, być może, mam; nie na darmo lubię sobie przypominać jak to wychowałam się na „Złym” Tyrmanda oraz jak odzywała się we mnie warszawska obrończyni, kiedy, przybyli do mojego miasta z całkiem innych okolic, studenci i studentki wieszali na Warszawie psy wpychając jej pewnie do gardła własne, niezrealizowane na razie, marzenia wraz […]