Literatura piękna 21 stycznia, 2025
„Magiczna rana” Doroty Masłowskiej. Rzeczywistość odkształcona w polszczyźnie.
Pojedyncze, obłąkańcze i straceńcze historie, pełne jedzenia, seksu i szaleństwa codzienności podane z najróżniejszych punktów widzenia (od autystycznego chłopca, poprzez sfrustrowaną pisarkę mieszkającą kątem u rodziców, aż po wziętą aktorkę, która wyprawia przyjęcie w swoim nowym luksusowym apartamencie). Masłowska serwuje nam destylat rzeczywistości wypełnionej cierpieniem, które wciąż objawia się w różnych postaciach niczym magiczna, samonawracająca rana. Czy ta rana jest też biletem wstępu do czegoś innego? Okazuje się bowiem ostatecznie, że te, samoistne, jak się na początku wydaje, opowiadania, nie tylko przecinają się ze sobą przypadkowo, ale są częścią jednego uniwersum.
Dużo tu Masłowskiej w Masłowskiej. Język powyginany, żywy, brudny, biorący z tego, co naokoło. Ma do tego pisarka słuch absolutny. Jej bohaterki i bohaterowie w tym języku toną, bo został on właściwie wyprany z możliwości bycia narzędziem prawdziwej komunikacji, tylko wzmacnia samotność.
Wyjątkowo mocno udało mi się wejść w wizję autorki w „Magicznej ranie” (a nie zawsze w przypadku czytania Masłowskiej było to dla mnie oczywiste).
Zalecam czytać czujnie, żeby nie zgubić tropów. Nie jest to łatwa lektura i nie w każdym momencie pewnie da radę się z nią zmierzyć.
Aga Szynal
Więcej postów
Gloria Steinem „Moje życie w drodze”. O odejściu od „albo-albo”.
12 września, 2026
Anna Cieplak „Istoty zależne”. Relacje, troska, globalizacja.
11 września, 2026