Blog o literaturze kobiet

Istotniki niecodzienne Literatura piękna 06 października, 2022

Literatura nie jest na służbie. Tove Ditlevsen a sprawa polska.

Gdzie duńska pisarka z Kopenhagi a gdzie „sprawa polska”? Co też ci, kobieto, chodzi po głowie?, toż to porządny myślowy burdel; brzydko. Otóż ciąg moich myśli karmi się codziennością, a w ostatnich dniach pożywki dla mojego umysłu dostarczyły (między innymi) dwa z pozoru kompletnie ze sobą niezwiązane fakty. Jednym z nich była lektura trzeciej już z kolei książki Tove Ditlevsen „Moja żona nie tańczy”. Drugim wręczenie literackiej nagrody Nike poprzedzone przemową Adama Michnika, w której stało między innymi o tym, że czasy trudne, przełomowe; pojawił się tak dobrze mi znany klimat ratowania się literaturą (w tym roku stanęło na poezji, która przecież, jak wiem z przemowy, niejednokrotnie nas już w takich momentach ratowała) i coś mi w tym momencie w duszy cicho jęknęło. No bo przecież tak, oczywiście, że nie jestem z kamienia, zwracam pilną uwagę na to, co się dzieje, trzymam mocno kciuki za Ukraińców, załamuję ręce na polskim bagienkiem i zastanawiam się, co z tego będzie, drżę ze strachu nad sytuacją światową i tak dalej, mogłabym długo wymieniać, ale nie ma potrzeby, bo na pewno wszyscy już wiecie co tak naprawdę mam na myśli.

Tak, powtarzam raz jeszcze, to wszystko jest ważne, to wszystko jest mi bliskie, ale ten skowyt duszy podczas wręczania Nike to nie przypadek. Bo coś we mnie chce tupnąć nogą i powiedzieć: wara z tym wszystkim od literatury. Odczepcie się. To nie ma być plaster.

To nie tak, że literatura nie może, czy nie ma się tym wszystkim zajmować, niech się zajmuje czym chce, nic mi do tego, ale przestańmy ją oceniać z tej perspektywy, czy przysłuży się naszej „sprawie”. Och, jak w nas wciąż pokutują te martyrologie polskie, och, jak wciąż nie umiemy czytać Gombrowicza i jak chętnie krzyczymy: bagnet na broń, sama w sobie mnóstwo z tego znajduję, z tego jestem. Ale jednocześnie coś we mnie krzyczy: dajcie literaturze polskiej odejść od „sprawy”, wszystkich spraw, niech ona nie musi być społeczna, niech będzie indywidualna, skoncentrowana na wewnętrznych zgryzotach.

I tu ten mój myślowy łańcuszek łączy się z Tove Ditlevsen. Bo to pisarka, która specjalizuje się w łowieniu emocji codzienności. Tych, które zbierają się powoli, narastają, by w końcu zebrać się w rzekę i porwać cały dotychczasowy ład ze sobą. Nie ma u niej wielkich „zdarzeń” w rozumieniu polskim, czy też może w rozumieniu męskim, żadnych wojen, kataklizmów, ale przecież jednocześnie są zdarzenia przełomowe na poziomie indywidualnego życia. Zdrady, rozwody, dzieci rozdarte między rozwiedzionymi rodzicami i ich nowymi partnerami. Ditlevsen łowi przelotne nastroje, które potrafią urosnąć niebotycznie i niemal poskutkować jakimiś poważnymi decyzjami. Szewc, który nie odpowie dzień dobry, bo może coś o mnie wie, czego ja jeszcze nie wiem; mężczyzna, który idzie do baru i nagle przytłoczony ciężarem zwalającej się na niego odpowiedzialności związanej z jutrzejszym ślubem postanawia, że już nigdy nie wróci.

Są i u Ditlevsen odpryski wielkiego świata. Opowiadania o Żydówce, której sprzedawca nie wręcza pomarańczy mimo, że miał plan dać po jednej wszystkim stałym klientkom jest mistrzowskie. Ale wszystko to ani trochę nie ociera się o publicystykę, dalej jest o życiu wewnętrznym.

Takiej właśnie literatury sama sobie życzę. Jednocześnie sądzę, że nie przypadkiem o wiele częściej znajduję ją poza własnym krajem. Przecież nawet „Rozpływaj się” Ani Cieplak, zniunasowana powieść o współczesnych trzydziestolatkach, została u nas okrzyknięta „historią eurosierot”.  Zatem i na poziomie czytania ciągnie nas w tę stronę: znaleźć wytrych społeczny, odejść od jednostki.

Dla mnie jednak literatura nie jest służką spraw. Ma nieść człowieka.

Aga Szynal

Literatura nie jest na służbie. Tove Ditlevsen a sprawa polska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading