BLOG O LITERATURZE KOBIET

Fikcja prawdę ci powie. „Mleko i głód” Melissy Broder.

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie typu: albo-albo przeważnie automatycznie włącza się we mnie przekora i mam ochotę odpowiedzieć: a dlaczego miałabym z czegoś rezygnować? To i to poproszę; pięknie dziękuję, kłaniam się, różnorodność w życiu to jest to. Morze czy góry? Dorzućcie jeszcze jeziora i będzie w porządku. Sama czy w grupie? Bez ludzi zdechnę, ale zbyt duża ich ilość coraz częściej odbija mi się czkawką, muszę mieć czas na słodkie (albo i nie) tète a tète z samą sobą, przecież kiedyś trzeba myśleć.

Co lubisz czytać? Oczywiście, że i tu tak łatwo się nie określę, bo do czego mi taka szuflada? Figa z makiem! To, na co mam akurat ochotę, ot co. Ale… jeśli będziecie drążyć i przypierać mnie do muru albo sama siebie w wewnętrznym dialogu zacznę cisnąć, to okaże się ostatecznie, że powiem jasno: królową mojej literatury jest fikcja. I tak, pamiętam jeszcze dyskusje dotyczące tego, czy reportaż w ogóle może być uważany za literaturę i te argumenty „za” w postaci książek Kapuścińskiego i Krall, no pewnie, że ja też byłam za i kiwałam głową, że jak najbardziej, to też jest sztuka. Jasna sprawa. Zwłaszcza jak się rzuca takimi nazwiskami jak te powyżej.

Aktualnie jednak sytuacja jest zgoła inna niż jeszcze w moich czasach licealnych. Literatura faktu rozpanoszyła się dookoła i powoli zaczyna ilościowo przeważać. Tylko prawda nas wyzwoli? Otóż ja osobiście mam głębokie przekonanie, że tylko fikcja prawdę ci powie. Do tych rozmyślań pchnęła mnie ostatnio lektura „Mleka i głodu” Melisy Broder. Znakomita powieść! No właśnie, to powieść i w tym tkwi największa siła tego utworu. Gdyby chcieć określić główny jej temat, to trzeba by powiedzieć: zaburzenia odżywiania. Wzięcie na tapetę „tematu” automatycznie jednak zawęża stopień skomplikowania rzeczywistego świata. Są jacyś winni, są jakieś przyczyny i rozwiązania, a nawet jeśli nie, jeśli autorka czy autor stara się jednak przede wszystkim zadawać pytania, to i tak w pewnym sensie zajmuje się jakimś wyabstrahowanym problemem, światło reporterskiej lampy nie wszystko równomiernie oświetla, bo temat przysłania niuanse.

Fikcja nie wychodzi od tematu, fikcja musi wyjść od człowieka i jego historii, a ta z kolei musi być psychologicznie prawdziwa, a więc – odpowiednio zniuansowana. Bohaterka Melisy Broder, Rachel, jest złożona, na jej mikroświat składa się nie tylko „problem” i jego przyczyny, to osoba z krwi i kości, która spotyka się z innymi osobami z krwi i kości i ma z nimi relacje, które można sobie na najróżniejsze sposoby interpretować. Jak w życiu. Świat (dobrej) fikcji jest bardziej całościowy, bo lampa nie ogniskuje się na temacie, ale próbuje wyjąć z mroku całość jakiejś opowieści, wszystko to, co pozwoli nam wejść w czyjeś buty. Empatia, słowo klucz dla wskazania głównej mocy literatury. I choć czytałam wiele reportaży na których płakałam jak bóbr, to jednak i tak twierdzę z całym przekonaniem, że od strony emocjonalnej tylko fikcja pozwala nam w pełni poczuć czyjeś życie. Dotknąć drugiego człowieka. Literatura faktu nas, owszem, edukuje, może nas też na pewne kwestie uwrażliwiać, ale to literatura piękna porywa na tyle mocno, żeby zabrać ze sobą naszą głowę i nasze serce. Największa różnica w odbiorze tkwi zatem w sferze uczuć. Powieść wywleka na wierzch bebechy.

Z dużą dozą niepewności podchodziłam zawsze do tematu zaburzeń odżywiania. Nie znam go z autopsji. Mało „czuję”. Niekoniecznie jednak mam ochotę czuć się niczym student na wykładzie i „poszerzać swoją wiedzę”. Jeśli chodzi o „Mleko i głód” było inaczej: tak, jak gdybym stawała się Rachel, razem z jej żydowskością, specyficznymi relacjami z matką i ojcem, życiem stand-uperki, podejściem do swojego ciała. Nic nie było pewne ani przesądzone, nie wiadomo było dokąd nas właściwie (mnie i Rachel) zaprowadzi kolejna decyzja. Było poważnie, ale jednocześnie zabawnie i z auto-dystansem.

Dobra fikcja to taka, w którą się wierzy.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Więcej
Postów