Blog o literaturze kobiet

Literatura faktu 20 października, 2022

Kobieta osobna, czyli Vivian Gornick.

Gornick to jedna z tych autorek, których pisanie mnie „bierze”, czyli mentalnie ze sobą unosi, wywołuje fizyczną reakcję przyjemności. Nie zawsze czuję z nią bliskość emocjonalną na zasadzie podobieństw. Jednocześnie jednak mimo wszystko jest mi pokrewna. Myślę, że dzieje się tak dzięki jej bezwzględnemu talentowi szczerości. Potyczki Gornick z samą sobą są niczym niezakłamane. A jednocześnie potrafi ona wysnuć z osobistej historii nie tylko jakąś tam, mniej lub bardziej interesującą, opowiastkę, ale opowieść, w której przejrzy się wiele kobiet. Jeśli bowiem obnaży się dostatecznie mocno ludzkie mechanizmy psychiczne zaczynają one być swego rodzaju metajęzykiem, który rozumie każdy. To właśnie robi Vivian Gornick. Z niezaprzeczalnym talentem.

Dlaczego czuję, że emocjonalnie Gornick nie jest mi bliska? Bo jako „kobieta osobna” postanawia żyć „wbrew”. Wbrew patriarchatowi. Wbrew klasie, z której się wywodzi. Już w młodości w marzeniach widzi siebie szczęśliwą jako siebie na barykadach, przemawiającą do tłumów. Ja czytam ją już z pozycji kobiety urodzonej kilkadziesiąt lat później, a więc ze świadomością, że życie „wbrew”, czyli proste robienie na odwrót niż zakładał dotychczasowy porządek rzeczy może być pułapką. Wolę żyć „mimo” patriarchatu, w tym sensie, że drążę w sobie samej szukając odpowiedzi na to, co jest moje, a co nie. Nie chcę na złość babci odmrażać uszu.

Więź, którą czuję z pisaniem Gornick na pewno wynika też jednak z jej fascynacji miastem. Nowy Jork jest jej domem, wielokrotnie podkreśla w swoim pisaniu energię miasta, która ją niesie. Roztopienie się w przypadkowym tłumie, które sprawia, że nie czuje się samotna. Więcej, jest na miejscu.

„Cały sens miasta polegał na tym, że łatwiej było w nim znieść samotność”.

 Gornick jest też w nieustannym ruchu. Realnie, fizycznie, bo codziennie pokonuje wielokilometrowe dystanse. I mentalnie, myślowo, bo podczas swoich włóczęg myśli, tworzy.

Nie stoi w miejscu.

„Nasze życie wewnętrzne, pisał William James, jest płynne, ruchome, zmiennokształtne, zawsze w stadium przejściowym. Te przejścia, uważał, stanowią naszą rzeczywistość; wszelkie doświadczenie ‘tkwi w przemianach’. Trudno tę informację przyswoić, a jeszcze trudniej zaakceptować, lecz brzmi to bardzo przekonująco”.

W „Kobiecie osobnej i mieście” pisarka w fascynujący sposób analizuje też miłość i przyjaźń, czyli znaczące relacje z innymi.

„Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której ludzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej energii, i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spotkać. W pierwszym przypadku człowiek stanie na głowie, by móc spędzić trochę czasu z przyjacielem, w drugim – szuka dla niego miejsca w swoim kalendarzu”.

„Zaczęłam sobie uzmysławiać rzecz, o której wszyscy wiedzą, lecz stale o niej zapominają: że być kochaną w sensie erotycznym znaczy być kochana nie za swoje prawdziwe ja, lecz za to, że umie się w kimś wzbudzić pożądanie”.

Pisanie Gornick jest autobiograficznym potykaniem się o samą siebie. Jej wewnętrzną drogą, którą postanowiła się z nami podzielić i na której oglądamy widoki, spotykamy przypadkowych przechodniów, z których niektórzy zamieniają się w osoby dla nas ważne.

To życiopisanie.

Aga Szynal

Kobieta osobna, czyli Vivian Gornick.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading