Literatura faktu 25 października, 2022
Krall i krallizmy.
Język. Zwięzły, oszczędny, na temat. To pierwsza rzecz, która kojarzy mi się z dyskursem dotyczącym fenomenu Hanny Krall. Jak ona to robi? I jak najlepiej ją naśladować? Naśladowczyń i naśladowców – wiele i wielu. Od dawna o tym myślę i od dawna w jakiś sposób mnie to mentalnie uwiera, toczy we mnie wewnętrzną dyskusję. Pisanie Krall jest wspaniałe. Lecz czy nadal będzie wspaniale jeśli po prostu będziemy ją naśladować i się od niej uczyć? Czy cała rzecz w języku?
Język może wiele. Język trzeba umieć okiełznać (bywa jak dzikie zwierzę). Język jednakże jest narzędziem. Nie celem. Celem są opowieści o ludzkim losie.
Gwiazda Hanny Krall świeci według mnie tak mocno, bo to pisarka, która potrafi widzieć. Z czułością, lecz bezwględnie. Wtedy gdy pisze jest jak fotograf, co doskonale wie, że chodzi o to, by oświetlić ten właśnie fragment rzeczywistości, który pozwoli uchwycić tajemnicę. Pisanie Krall jest ciągłym ocieraniem się o zagadkę istnienia, a przecież nie mogłoby być bardziej skupione na detalu, szczególe.
Jolanta Brach-Czaina wysnuła swoją teorię szczelin istnienia z codziennej krzątaniny. Krall jest jej w jakiś sposób pokrewna koncentrując się na szczegółach znaczących. Słynne magdalenki Prousta zachwyciły świat, bo pozwoliły pisarzowi ukazać bliskie związki pomiędzy zmysłowym postrzeganiem świata a wspomnieniami. Krall opowiada tak, że zjadamy te magdalenki wraz z jej bohaterami.
Czy da się pisać Krall? Szczerze wątpię. Jest zjawiskiem. Nawet jeśli jej teksty są o innych, to jest w tym pisaniu zatopiona w całej rozciągłości. Należy szukać swojego języka choć czytanie najlepszych na pewno nie zaszkodzi. Widzieć.
Aga Szynal

Więcej postów
Moja książka roku. „Księga duchów” Siri Hustvedt.
27 sierpnia, 2026
Anais Nin „Dziennik 1934-1939”. Życie jako tworzywo sztuki.
27 sierpnia, 2026