Literatura faktu 21 listopada, 2022
„Bliscy” Annie Ernaux.
Czytałam „Lata” całą sobą. Głową, sercem i ciałem. Przeniknęły mnie. W wywiadzie dla Wysokich Obcasów przeprowadzonym przez Natalię Szostak* Annie Ernaux powiedziała:
„Nie interesowało mnie napisanie typowej autobiografii. Pisałam w kontrze do egocentrycznych książek, których autorzy opowiadają swoje życie, traktując świat dookoła jak niewiele znaczącą scenografię.
W „Latach” odwróciłam ten porządek. To zmieniający się świat, choć przepuszczony przez moje doświadczenie, znajduje się w centrum tej opowieści. W ten sposób mogłam pokazać, że świat jest nierozerwalną częścią mnie i każdego z nas. Opowieść o moim życiu jest nierozerwalnie związana z epoką, w której przyszłam na świat, dorastałam, zaczęłam samodzielne życie”.
Udało się. Czytając miałam wrażenie jakby przepływał przeze mnie świat francuskich lat przeżytych przez pisarkę. Nie jej życie. Świat dookoła.
Nobel dla Annie Ernaux ucieszył mnie więcej niż bardzo. Na „Bliskich” zaś rzuciłam się spragniona i z dużymi oczekiwaniami. Nie zawiodłam się ani trochę.
Trzy historie. O ojcu, matce i zmarłej przed jej urodzeniem siostrze, o której nigdy nie rozmawiała z rodzicami.
„To nie jest biografia i oczywiście też nie powieść, może coś z pogranicza literatury, socjologii i historii”.
Annie Ernaux pisze precyzyjnie, z dystansem, która pozwala nie potykać się o czułostkowość. Paradoksalnie to właśnie sprawia, że odbieram jej prozę emocjonalnie. Pozwala mi się zbliżyć do bohaterów i samej narratorki, która, jakkolwiek nie starałaby się od tego dystansować, też jest w tej prozie bohaterką.
„Od niedawna wiem, że powieść jest niemożliwa. Chcąc zdać relację z życia podporządkowanego konieczności, nie mam prawa szukać przede wszystkim efektów artystycznych ani dążyć do stworzenia czegoś „wciągającego” czy „wzruszającego”. Mogę zebrać słowa, gesty, upodobania ojca, znaczące wydarzenia z jego życia, wszystkie obiektywne znaki istnienia, w których ja również miałam udział”.
W tych opowieściach jej „prywatne” pozwala zrozumieć to, co publiczne. Społeczne przemiany, które dokonywały się we Francji. Ernaux jest tą, która zdradziła. Wykształcenie odsunęło ją od klasy swoich rodziców. Wracała do rodzinnego domu już jako obca.
„Były takie momenty, kiedy w siedzącej naprzeciwko córce miała wroga klasowego”.
Fascynujący temat, który przecież łatwo odczytywać również w polskim kontekście. Zwłaszcza tym powojennym okresie licznych społecznych awansów. Nigdy nie zapomnę szacunku mojego dziadka do wiedzy, do książek. Był on tym większy im bardziej boleśnie zdawał sobie sprawę z braku symetrii w pochodzeniu swoim i swojej żony, mojej babci. On do Warszawy zawędrował z chłopskiego obejścia, własną inteligencją, szkolnymi sukcesami, potem następującymi sukcesywnie awansami. Książka, czyli wiedza była mu podporą. Babci wiele było dane po prostu z urodzenia. Szlacheckie pochodzenie jeszcze nie tak dawno temu znaczyło bardzo wiele, od początku inne otwierało ścieżki (nawet jeśli ówczesny ustrój oficjalnie je potępiał).
Nie znam osobiście tej wyrwy, która może zionąć pomiędzy dziećmi i rodzicami, gdy te dzieci swoimi zdolnościami zostają wyrwane ze środowiska, w którym dorastają. Ale dzięki pisaniu Ernaux dotknęłam tego miejsca i wszystkiego, co się w nim wydarza.
Znów zresztą czytanie jej prozy całkowicie mnie pochłonęło.
Po raz kolejny jest tak, że poznaję jakiś nurt (tu: jednotkowa opowieść niosąca tę społeczną) za sprawą głosu męskiego. W tym przypadku Eribona i jego „Powrotu do Reims”. A przecież Didier Eribon czerpał z Ernaux i się do niej w swojej książce odwoływał. Wychodzi na to, że droga do kobiecego punktu widzenia jest dłuższa i bardziej kręta. Dobrze jednak, że przynajmniej w końcu doprowadziła mnie najpierw do „Lat”, a potem do „Bliskich”. Bardzo było warto.
Aga Szynal
*https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,157211,28301812,gdybym-byla-mezczyzna-ta-opowiesc-bylaby-inna.html
