Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 17 marca, 2026

„Położne” Sabiny Jakubowskiej, czyli druga część historii Polski od strony porodów.

Wzbudziła we mnie ta powieść duże emocje. Może jeszcze mocniejsze niż „Akuszerki”, bo ta odmiana, która odbyła się w zakresie funkcjonowania porodów dotyczyła już bezpośrednio moich babć i mamy (a więc i mnie samej). Były miejsca, przy których płakałam ze wzruszenia. Polecam ją czytać, bo nie ma takiej drugiej.

Życie i łaskawość śmierć znów toczą swój taniec. Sabina Jakubowska ponownie opowiada nam, w „Położnych” historię Polski całkiem od nowa, bo z innej perspektywy – matki, która daje życie niezależnie od tego, czy na zewnątrz właśnie szaleje wojna, czy UB wsadza AK-owców do więzienia.

„- Czy ktoś kiedyś widział dobre czasy? Istnieją tylko w niektórych wspomnieniach. Czasy po prostu są. Trudne i nietrudne zarazem, gdy się potem o tym myśli. Są. Niektórzy ludzie dzisiaj umrą. Inni w tych trudnościach rozkwitną, bo ludzka dzielność karmi się tym, co nie jest łatwe”.

Tym razem główną bohaterką jest Regina, córka Franciszki Diabelec, wnuczka Reginy Perkowej, obu – akuszerek; ona też jest nieodrodną akuszerską córką, położną. Akcja zaczyna się w 1940 roku, kończy w latach sześćdziesiątych. Dzieci rodzą się zarówno podczas okupacji niemieckiej, jak i w socjalistycznej Polsce. A my możemy obserwować, jak porodówki stają się stopniowo niejako taśmą produkcyjną, która musi podołać napierającemu wyżowi demograficznemu.

W jednym (krakowskim) szpitalu pracują cztery przyjaciółki: Regina, Diana, Marianna oraz Bronisława. Każda z nieco innym doświadczeniem i podejściem. Dzięki nim przyjrzymy się wielu różnorodnym sytuacjom związanym z ciążą oraz porodem, poznamy najróżniejsze ich tajniki. Bo znów jest to powieść monumentalna, grubo ponad 600 stron. Rzecz w tym, żeby objąć jak najwięcej – zarówno czasowo, jak i jeśli chodzi o wszechstronność zaglądania pod poszewkę społecznej rzeczywistości.

Jednocześnie zachwycam się oraz uważam, że literacko „Położne” są słabsze od, skądinąd genialnych, „Akuszerek”, bo zbyt dużo tu zapętlających się wątków dramatycznych, które czasem, częściowo poprzez swoje spiętrzenie, ale nie tylko, nie wydają mi się wiarygodne. Uwiera mnie zwłaszcza temat, od którego książka się zaczyna i na którym się kończy, postać mężczyzny o trzech nazwiskach. Uważam, że spłaszcza odbiór całości.

Całość wydaje się lepiej skrojona pod scenariusz filmowy, literacko nieco w ten sposób, w moim odczuciu, ubożeje.

Podoba mi się za to niezwykle ten, na wskroś polski, motyw, męża, którego porwała ojczyzna i który w związku z tym jest trochę jak duch, wiecznie nieobecny. A jego żona, Regina – sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem. A może nie całkiem sama? Pięknie uwypukla Jakubowska przyjaźń kobiet jako fundament. A także siłę rodzinnych więzów (Franciszka Diabelec jest dla Reginy opoką nawet wtedy, gdy wojna nie pozwala im się spotykać). Dodatkowo zaś – wagę pracy.

„To była całkiem dobra filozofia życia. Epikureizm pracy. Co innego się ma, jeśli nie to?”.

Na dobre i złe zaś jest dziedzictwo od babki Perkowej:

„Na wszystko była prosta rada udzielona przez babkę Reginę Perkową, jej imienniczkę i wzór. Nil admirari. Nie dziwić się niczemu. Wszystko przyjmować ze spokojem godnym stoików”.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading