Literatura piękna 27 sierpnia, 2026
Moja książka roku. „Księga duchów” Siri Hustvedt.
Kocham. Kocham „Księgę duchów”. Tak mocno jak miłość, w której jest jednocześnie miejsce na stopienie się w jedno i na niezależność (kocham Cię, mężu).
To jest książka – najpiękniejsze wyznanie miłosne. Przedłużenie ORAZ – Siri oraz Paul, Paul oraz Siri. Pisarka wie, że dobry związek to coś więcej niż suma jego części, dwóch indywidualności, to osobna jakość.
Wzrusza mnie niezłomna Siri walcząca o związek z Paulem (zaraz na początku).
Wzrusza, gdy próbuje być „macoszką”, wie, że syn Paula, Daniel, to jego część.
Chwyta mnie za gardło gdy doktoryzuje się z raka i sposobów jego leczenia, gdy Paul choruje (przerobiłam ten sposób reagowania, to ważna dla mnie część książki). Że ma nadzieję. Ale się nie oszukuje, nie szuka łatwych pocieszeń.
Płaczę, gdy jest dumna z Paula, który wie jak umierać. Ma dobrą śmierć.
Jestem do głębi przejęta, gdy opowiada, że nigdy nie była w tym związku SZALEM otulającym sławnego męża. Raczej interlokutorką. Jak Auster dla niej.
Dobry związek to nieustanna rozmowa (a nie potakiwanie sobie; a tym bardziej nie przeciąganie liny, kto mocniej).
Rozpaczam, gdy wyobrażam sobie jaka po tej rozmowie zostaje DZIURA. Wiem, że już nic jej nie zasypie. Nie tylko nie będzie już Paula. Nie będzie ORAZ. To jest wyrwa tak mocna jak wtedy gdy jesteśmy zakochani i oddzieleni od przedmiotu naszej miłości. To rodzaj obłędu.
Najwspanialsza. Najpiękniejsza książka Siri Hustvedt. A przecież zachwycałam się boleśnie jej pisaniem już wcześniej.
Aga Szynal
Więcej postów
Anais Nin „Dziennik 1934-1939”. Życie jako tworzywo sztuki.
27 sierpnia, 2026