Literatura piękna 22 listopada, 2023
„Córka fortuny” Isabel Allende. Fabuła, głupcze!
Coraz mocniej tęsknię za rozbudowanymi fabułami z wieloma, dobrze opisanymi postaciami; za opowieściami, które nie pozwalają się od nich oderwać, wciągają jak wirówka, pozwalają wejść w świat zupełnie inny od własnego, obrazowo przez pisarkę przedstawiony. Brakuje mi takowych zwłaszcza w czasie wakacji. Dlatego czytanie Allende w moim przypadku jest naprawdę dobrym pomysłem.
Najpierw był „Dom duchów”, powieść o Chile (polecam! Są tu elementy realizmu magicznego i to jedyny tytuł oprócz wszystkich Marqueza, gdzie mi to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, jest jak najbardziej na miejscu). Teraz wzięłam na tapet „Córkę fortuny”, gdzie akcja również rozpoczyna się w macierzystym kraju autorki, ale toczy w dużej mierze w Kalifornii ogarniętej gorączką złota (nic nie poradzę, teraz chcę lecieć do Kaliforni). W końcu mogłam się pochwalić synom, że czytam przygodówkę, bo zwrotów akcji tu nie brakuje. Choć jednocześnie jest to pewnie również obyczajówka, bo poznajemy bogate życie wewnętrzne bohaterów i bohaterek, szczegółowo odmalowany jest cały społeczny kontekst, w przypadku Stanów cała ta mieszanka ras i narodów, brak reguł, dziki zachód.
Zresztą zostawmy etykiety, po co nam one? To po prostu kawał mięsistej powieści. Dobra literatura, którą jednocześnie spokojnie mogę wrzucić do zbioru opatrzonego hasztagiem #dobreksiążkiwagilekkiej i szeroko polecać. Lubię to połączenie.
Aga Szynal