Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 23 listopada, 2023

„Pięć ran” Kirstin Valdez Quade. O trudnych sprawach bez dramy.

Mówiąc szczerze, gdy przeczytałam opis wydawcy: że będąca w zaawansowanej ciąży szesnastolatka znienacka zjawia się u ojca, którego niemal nie zna, a w tym czasie jej babcia, matka ojca, zamierza oznajmić rodzinie, że umiera na zaawansowanego raka postanowiłam, że nie będę czytać. Zmienił moje zdanie dopiero bookstagram. Kilka pozytywnych opinii osób, które cenię.

Jak dobrze, że tak się stało!

To jest dokładnie ten typ literatury, którego szukam. Wspaniałe skonstruowana powieść pełna pełnokrwistych, nieoczywistych bohaterek i bohaterów koncentrująca się na codziennym życiu. Fakt, codziennym życiu mocno poharatanych rodzin w Nowym Meksyku, więc nie jest przesadnie różowo, ale za to po prostu wierzę tej narracji i daję się jej prowadzić. Jest niespieszna, poszczególne sceny budowane są dość drobiazgowo, ale mnie się to podoba. W żadnym razie nie czułam nudy.

Kirstin Valdez Quade nie unika tematów trudnych, ale nie szafuje nimi bez umiaru, przesadnie. Jeśli je porusza, to czuć, że wie o czym mówi. Ale do czerni zawsze wpuszcza nieco światła. Tak jak w życiu. Nie lubię kiczowatego przesłodzenia, ale zupełnie mi też nie odpowiada epatowanie czystym złem i bólem tego świata (może dlatego początkowo nie planowałam po nią sięgnąć, opis książki sugerował mi ten przypadek).

Przypomina mi nieco ten tytuł prozę kanadyjki, Kathereny Vermette („Przerwa”, „Rodzina Strangerów”). Tam też uwypuklone jest znaczenie rodzinnych więzi. I siła kobiet w dźwiganiu siebie i swoich bliskich z sytuacji społecznie, wydawałoby się, przegranych.

Polecam.

Świetne tłumaczenie: Aga Zano

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading