Literatura piękna 26 listopada, 2023
„Żaden koniec” Zośki Papużanki. Proza dla koneserów.
„Nawet o bohaterze, którego ktoś pisze, który się komuś pisze, niczego się nie możemy dowiedzieć, a tym bardziej o żywym człowieku. I nie z tej taniej, jakże taniej przyczyny, że umarł i nie powie. Wydaje nam się, że coś wiemy, że zdążyliśmy zauważyć, bo wydajemy się sobie tacy, że powinniśmy wiedzieć. Tymczasem dostajemy coś na kształt rodzinnego albumu o artyście lub mordercy – wklejone zdjęcia, notatki prasowe i wiele wolnego miejsca, niezapełnionego nawet jeśli pytaliśmy, jeśli chcieliśmy zamalować pustą przestrzeń jak dzieci w przedszkolu, pokoloruj tło, a my nie znamy tła, narysowaliśmy tylko ludziki idące po parku za rączkę, płaskie ludziki naleśniki bez czasu, spacerujące z usmiechami, od ramienia do ramienia pod słońcem zawieszonym w bieli”.
Przeczytane książki wiecznie ze sobą rozmawiają.
„Żaden koniec” zbiegł się z rereadem „Pokoju Jakuba”, powyższy cytat jest jak z Woolf i podobnie buduje Papużanka postać głównej bohaterki, babki. Nakładają się różne perspektywy. Wszystkie trochę rwane, niepełne, bo przecież nikt w gruncie rzeczy nie widzi całości fenomenu danego człowieka.
Przypomniał mi też „Żaden koniec” inny czytelniczy powrót ostatniego czasu. „Cudzoziemkę” Kuncewiczowej. W obu przypadkach pisarki surowo i z czułością jednocześnie szperają w toksycznych postaciach kobiecych. Takich zupełnie, a to zupełnie nie do zniesienia. Pokazują jak sączą się te toksyny do krwi kolejnych pokoleń. Trauma babki u Papużanki jest zresztą jakby żywcem wyjęta z „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak. W ilu naszych rodzinach są podobne?
Język Papużanki znów zasługuje na szczególną uwagę i docenienie. Czytanie niektórych fraz sprawiało mi fizyczną wręcz przyjemność. Zachwycałam się już przy okazji „Kąkola”, ale tu jest jeszcze lepiej, bo bardziej chropowato i prościej jednocześnie.
Bardzo dobre pisanie dla koneserów.
Aga Szynal