Literatura faktu 11 października, 2024
Na pierwszym planie Zadrzyńska-Głowacka. „Głowaccy. Arka na Manhattanie”.
Przy wyborze tego typu pozycji osobiste zainteresowania grają ogromną rolę. A ja do tej pory nie potrafię się pogodzić z tym, że Głowacki nic już nie napisze, nie skomentuje. Sięgnęłam zatem po tytuł „Głowaccy. Arka na Manhattanie” przede wszystkim z sentymentu. Ostatecznie jednak dostałam przede wszystkim portret silnej, wrażliwej i uzdolnionej kobiety. Jestem kontenta.
Ewa Zadrzyńska-Głowacka dedykuje tę książkę najlepszemu byłemu mężowi na świecie i owszem, ten się w niej nieustannie pojawia, ale tak naprawdę główną bohaterką jest ona sama. Siedzi w mieszkaniu na Manhattanie, w którym kiedyś mieszkali wspólnie, we trójkę z córką, Zuzią. Zamknięta w czasie pandemii przygląda się przedmiotom, które z nią zostały po bujnym życiu. Oprowadza nas po pokojach.
W latach osiemdziesiątych, po tym jak straciła w Polsce pracę dziennikarki, wyemigrowała do Nowego Jorku. Autorka książek dla dzieci. I New York Timesa. Właścicielka świetnie działającej agencji reklamowej (to dla mnie jeden z ciekawszych wątków). Reżyserka. Czego najbardziej jej brakuje? Śniadań przy których czytało się wiersze.
Cieszę się, że miałam okazję ją poznać na kartach tej książki.
„Nigdy nie myślę, skąd inni mają pieniądze, myślę, co mam zrobić ja. I tego nauczyłam moje dzieci” – cytuje Zadrzyńska-Głowacka jedną z bohaterek swojego filmowego cyklu o poezji. Zapamiętuję mocno, bo nie chodzi tu przecież tylko o finanse. Chodzi o skupienie się na własnej sprawczości. I w pewnym sensie właśnie o tym jest ten tytuł: o boksowaniu się z życiem zawsze wyłącznie na własnych zasadach. Nawet w obliczu tego, co spada na nas z zewnątrz, ma się jeszcze wpływ na własne wybory.
Aga Szynal