Literatura piękna 20 grudnia, 2025
„Morzeca” Sylwii Stano, czyli wypłynięcie na pełne wody pierwiastka kobiecego w przyrodzie.
„Opera na trzy śmierci” to była dla mnie kobieca wersja „Złego” Tyrmanda, lekka, wciągająca historia kryminalna z Warszawą jako ważną bohaterką. Naprawdę bardzo mi się podobała w kategorii #dobreksiążkiwagilekkiej
Dlatego chętnie sięgnęłam po drugą część historii śpiewaczki operowej, Gusty Star, pod tytułem „Morzeca”. Jak się okazało tytuł nawiązuje do nazwy statku, którym Gusta Star wyrusza do Sztokholmu.
Jest to jednak z gruntu odmienna narracja od tej, którą znałam z „Opery…”. Prowadzona niejako dwutorowo, jedna, jak w „Operze na trzy śmierci” dotyczy konkretnych zdarzeń dziejących się w podróży, dużo tu dialogów pomiędzy pasażerami, śpiewakami operowymi, ich partnerami, wierchuszką PRLu, scenek rozgrywających się na łódce , druga – nieludzka, toczona przez morskie siły. Całościowy wydźwięk powieści wypada więc zupełnie inaczej – myślę, że można go poczuć czytając sam tytuł: „Morzeca”.
Doceniam zejście w głębsze pokłady kobiecości, ale to nie jest mój typ powieści. Bardzo rzadko, prawie nigdy trafia do mnie realizm magiczny. Nie jestem też dobrą czytelniczką historii o przyrodzie. Obszarem mojego zainteresowania są przede wszystkim ludzie. Nie umiałam więc w pełni zatopić się w tej historii mimo, że pewnie to zanurzenie pierwiastka kobiecego w naturze jest interesujące.
Podziwiam piękne, ręczne wydanie, zielone czcionki, falki podkreślające narrację pozaludzką.
Aga Szynal