Literatura faktu 13 października, 2026
Jak wydobywać z zapomnienia wielkie malarki, to z rozmachem! „Mela Muter. Wierna sobie” Sylwii Zientek.
To nie jest współpraca ani prezent od wydawnictwa, bo nie ma u mnie takowych. Książkę kupiłam sama, od razu gdy się ukazała. Bo zwyczajnie od momentu, kiedy zobaczyłam pierwsze obrazy Meli Muter w Villi La Fleur jakiś czas temu, poczułam, że to bliska mi malarka. Czytałam już o niej coś niecoś w innej książce Sylwii Zientek, ale było mi mało. Z przyjemnością więc zanurzyłam się w ten tytuł. „Mela Muter. Wierna sobie”.
Tytuł jak najbardziej adekwatny, bo chyba najbardziej rzucającą się w oczy cechą bohaterki była nie-przynależność. Nawet jeśli z kimś, czymś sympatyzowała to zawsze po swojemu. W miłości i przyjaźni była szczodra. Ale i wymagała. Musiała być osobą jednocześnie fascynującą i niełatwą. Z całą pewnością – piekielnie zdolną! Oraz – zbudowaną na różnorodności swoich korzeni i doświadczeń. Zasymilowana Żydówka, Polka, Warszawianka, potem Paryżanka zakochana we Francji i wreszcie tej Francji obywatelka. Kobieta, której ciągle mówiono, że „maluje jak mężczyzna”, co było komplementem.
Mogłabym o niej napisać, że jej kochankiem był Staff i była przyjaciółką Rilkego. Także – że malowała słynnych swojej epoki, choćby Sienkiewicza czy Reymonta (przyjaźniła się z Reymontami). Ale rzecz w tym, że była przede wszystkim fascynującą kobietą i nietuzinkową malarką, która odniosła duży sukces w Paryżu (i nie tylko). Przyciągała kobiety i mężczyzn, wielkich swojej epoki. Niekoniecznie jednak trzeba ją oceniać przez ich pryzmat. Sama była wielka.
Choć to znaczące, że o Meli Muter, jak o wielu innych uzdolnionych kobietach, nawet tych, którym udało się wiele osiągnąć za życia, jednak zapomniano. Dopiero ostatnio robi się o niej głośno. Aktualnie trwa jej spora wystawa indywidualna w Villi La Fleur. Mamy szansę przyjrzeć się jej malarstwu.
Wydawca nie poskąpił nam w tej (wyjątkowo pięknie wydanej) biografii obrazów Meli Muter i to ogromna zaleta tego wydania. Życie Muter bowiem najlepiej ilustrują jej własne prace. Zestawienie szczegółów biografii z obrazami robiło na mnie szczególne wrażenie i wzmacniało moc czytania.
Jest wiele sposób na wymazywanie kobiet. Czasem nawet te, którym udaje się osiągnąć sukces za życia znikają potem z przestrzeni publicznej. Niczym wymazane gumką. Zainteresowanie współczesności tym procesem sprawia, że znów mogą zaistnieć.
Pięknie wydana, świetnie napisana biografia.
Redakcja: Ewa Bolińska-Gostkowska, Aleksandra Grząba, Paweł Goźliński
Aga Szynal
Więcej postów
To teraz moja ulubiona powieść Woolf. „Do latarni morskiej”.
14 października, 2026
Dorastanie. Przyjaźń. Dobra literatura. „My, kruche kawałki mięsa” Colwill Brown.
02 października, 2026