Literatura piękna 26 listopada, 2023
Fernarda Melchor „Paradajs”. Meksyk i piekło przemocy wobec kobiet.
W zasadzie od razu wiadomo, że ten „Paradajs” to będzie mocno odwrócony, raczej piekielne czeluście niż plastikowe słomki przy drinkach. Fernarda Melchor – pisarka meksykańskiego oblicza przemocy wobec kobiet jest tu sobą. I to o tym opowiada „Paradajs”. To moje pierwsze z nią spotkanie, bo mimo, że spodziewałam się wszystkiego dobrego dzięki poleceniu @skahlann to zwyczajnie bałam się jak to udźwignę, ale poszło nadspodziewanie dobrze. To nie znaczy, że pewne obrazy nie zostaną mi w głowie na zawsze (a nie są to bynajmniej łatwe do strawienia sceny), ale czytałam płynnie, ciężko było ją odłożyć.
To bardzo kameralna, psychologiczna powieść, z niewielką liczbą występujących w niej bohaterów. Studium zła. Bardzo mi się podoba pomysł na to, że głównym bohaterem jest nie naczelny prowodyr, ale zwykły, wydawałoby się, chłopak, tyle że bez perspektyw, który stopniowo pakuje się w przekroczenie linii, której przekraczać się nie powinno. U boku tego drugiego.
To zdecydowanie taka książka, która podpada pod #cienkoteżgrubo bo Melchor nie potrzebuje wielu słów, żebyśmy dowiedzieli się wszystkiego, co mamy się dowiedzieć, żebyśmy poczuli meksykańską rzeczywistość, żebyśmy rozumieli właściwie wszystkie strony.
Zostałam z gulą w gardle. Podziwem dla pisarskiego kunsztu. Z pewnością, że to nie jedyna pozycja autorki po którą sięgnę.
Aga Szynal