Literatura piękna 09 maja, 2024
Nie chciałam, ale musiałam dokończyć. „Pojechałam do brata na południe” Karin Smirnoff.
Bezwględnie dobra powieść, którą czyta się, równie bezwględnie, ciężko, bo dotyczy najdotkliwszego rodzaju przemocy. Przemocy domowej.
Główna bohaterka wraca do swojej rodzinnej wsi, do gospodarstwa, w którym został jej brat bliźniak i mierzy się z tym, co ją tu spotkało. I co wpłynęło na całe jej życie. Bardzo długo mnie ta fabuła od siebie odstręczała; mimo, że zaufane czytelniczki piały jakie to dobre, nie decydowałam się po nią sięgnąć. Ile razy to już było grane? I czy ja chcę się znów mierzyć z tym tematem?
Jednak kiedy w końcu zaczęłam, już nie mogłam się oderwać. No nie da się po prostu, bo Karin Smirnoff napisała to świetnie. Jest trauma. Ale i tajemnica. Walka o teraz. Wybaczenie. Przy całej ohydzie świata znajduje się miejsce i na łut światła (zawsze zwracam uwagę na to, czy czerń nie nie jedynym kolorem danej powieści, to jest dla mnie dyskwalifikujące).
Aga Szynal