Literatura piękna 18 listopada, 2024
Han Kang i „Wegetarianka”, powieść, której nie sposób nie docenić.
Nie sposób chyba nie docenić tej powieści. W każdym razie ja pozostaję pod wrażeniem sposobu w jaki Han Kang, tegoroczna Noblistka, poprowadziła tę narrację. Choć przyznam, że zbierałam się do niej latami, bo tytuł sugerował mi skupienie się na traumie zwierząt i może nawet nie tyle bałam się tego tematu psychicznie, ile raczej obawiałam się pewnego spłaszczenia, na które nie miałam ochoty.
Bardzo się myliłam. Han Kang kompletnie mnie zaskoczyła swoją historią. Bynajmniej nie jest ona jednowymiarowa.
Bohaterkę, tytułową „Wegetariankę” poznajemy kolejno w opowieściach męża, szwagra i wreszcie siostry. Niezmiennie lubię ten zabieg uwypuklający nieprzystające do siebie postrzeganie jednej osoby. Tu wyszło to wyjątkowo mocno, bo każda z narracji zdziera kolejne osłony pewnej tajemnicy. Tej, która stoi za faktem, że kobieta z dnia na dzień przestaje jeść mięso. Bo miała sen. A potem wszystko w jej życiu zaczyna się zmieniać.
Nie zakochałam się w tym pisaniu tak mocno, jak w twórczości Lauren Groff, nie jest mi osobiście do tego stopnia bliskie, ale i tak chylę czoła.
Czy jest ktoś, kto zna ten tytuł i mu się nie spodobał?
Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller oraz Choi Jeong In.
Aga Szynal