Literatura faktu 08 grudnia, 2025
„Kilka słów o emancypacji” Susan Sontag. Niezależność myślenia ponad linie ideowe.
„Kilka słów o emancypacji” Susan Sontag to zbiór jej najważniejszych esejów dotyczących tytułowego tematu. Jest o podwójnych standardach starzenia się, o pięknie. Rozmawiamy już dzisiaj o tym coraz powszechniej, nie tylko w akademickich i dziennikarskich gremiach, ale również na polu pop kultury. Tym niemniej nie sposób nie docenić, że teksty, w dużej mierze i dzisiaj aktualnie opisujące rzeczywistość, Sontag tworzyła pięćdziesiąt lat temu. Nie z wszystkim się zgadzam, bo jestem zwolenniczką krytykowanej przez nią ewolucji, a nie rewolucji, tym niemniej nie sposób nie zastanawiać się poważnie nad wysuwanymi przez nią argumentami. Jest diabelnie logiczna.
Jednak to co było dla mnie zdecydowanie najciekawsze w tym zbiorze to polemika z Adrienne Rich; której ja sama, zaznaczam, nie czytałam, znam tylko jej list z zarzutami w stosunku do Sontag zamieszczony w niniejszej książce. Już na poziomie zapoznawania się z zarzutami Rich w stosunku do Sontag (dlaczego ta nie zaprzęgła pojęcia patriarchatu do analizy faszyzmu skoro wcześniej pisała o feminizmie) miałam ochotę sama z nią dyskutować, ale byłam więcej niż zachwycona sposobem, w który zrobiła to Sontag (kilka wybitnych cytatów załączam Wam na slajdach w karuzeli).
Ja także gotowa jestem krzyczeć – nie cierpię żadnych linii partyjnych. Żadnych. Każda słuszna idea gotowa się wypaczyć, jeśli nie będziemy jej egzaminować przy pomocy intelektu, wciąż od nowa. Używanie jednego wytrycha do wszystkich problemów spłaszcza skomplikowaną rzeczywistość. Przy całym moim uznaniu dla uwzględniania fenomenologii emocji, stawiam na prymat rozumu, tylko przy jego pomocy możemy się porozumiewać w całym skomplikowaniu świata. Ostatnio miałam okazję zetknąć się z dwoma książkami („Faszyzm, który nadchodzi” Witkowskiego i „Ćwiczenia z dysonansu” Stawiszyńskiego) w których jasno stoi o tym, że na pewnym poziomie radykalna prawica i lewica się spotykają, negując wolność używania rozumu, kwestionując oświecenie. Stawiszyński przywołuje list intelektualistów (podpisany m.in. przez Margaret Atwood, Anne Applebaum, czy Salmana Rushdiego) opublikowany w 2020 roku na łamach „Harper’s Magazine” …wyrażający zaniepokojenie tendencjami do cenzury nie tylko po stronie populistycznej prawicy, ale także po stronie lewicowo-liberalnej. Uważam to, podobnie jak autorzy, za groźne. Wszelkim chórom mówię (gromkie) nie. W tym miejscu z całą pewnością spotykam się z Sontag.
Bardzo mnie ciekawi jak wobec tego odbiorę eseje Adrienne Rich, za które się właśnie zabieram (choć przypomina mi się, że obszerne fragmenty tekstu „Macierzyństwo i córkostwo” omawiała, zdaje się, Murdock w „Podróży bohaterki” i były inspirujace). Sontag pisze o tym, że docenia jej fenomenologię gniewu. Ciekawe.
Bliskie mi jest jeszcze jedno doświadczenie opisane tu przez Sontag – ja też dorastając właściwie nie zauważyłam, że istnieją bariery dla kobiet. To przyszło później, dopiero z macierzyństwem. Wyrazem tej zmiany jest profil Kobieca Siła Wsparcia. Nigdy nie będzie to jednak oznaczać, że przestaję myśleć niezależnie, analizując rzeczywistość jako taką, w całej jej złożoności. Czego uczy Sontag.
Aga Szynal