Fikcja prawdę ci powie. „Mleko i głód” Melissy Broder.

Kiedy ktoś zadaje mi pytanie typu: albo-albo przeważnie automatycznie włącza się we mnie przekora i mam ochotę odpowiedzieć: a dlaczego miałabym z czegoś rezygnować? To i to poproszę; pięknie dziękuję, kłaniam się, różnorodność w życiu to jest to. Morze czy góry? Dorzućcie jeszcze jeziora i będzie w porządku. Sama czy w grupie? Bez ludzi zdechnę, ale zbyt duża ich ilość coraz częściej odbija mi się czkawką, muszę mieć czas na słodkie (albo i nie) tète a tète z samą sobą, przecież kiedyś trzeba myśleć. Co lubisz czytać? Oczywiście, że i tu tak łatwo się nie określę, bo do czego mi taka…
Czytaj Dalej

Hipnotyzująca Shalev i recykling w literaturze.

Ostatnimi czasy nie daję się porwać kalendarzowi wydawniczemu. Niemal nie czytam nowości. Od kiedy zadałam wam pytanie o współczesne pisarki, które są lub mogą stać się klasyczkami uświadomiłam sobie jeszcze mocniej jak wiele wspaniałej literatury kobiet mam do nadrobienia. Z jakiegoś przedziwnego powodu wiecznie było to samo: czytałam wszystko Paula Austera, choć nawet nie jestem jakoś szczególnie zauroczona jego prozą, natomiast jego żony, Siri Hustvedt już nie znałam (odkryłam dopiero „Wspomnienia przyszłości”). Izraelski pisarz Amos Oz to pisarz znany mi od liceum, ale o izraelskiej pisarce Zeruya Shalev po raz pierwszy usłyszałam dopiero niedawno z ust Justyny Sobolewskiej, która pokazywała…
Czytaj Dalej

Kobieta, podmiot myślący, czyli „Błony umysłu”.

„We współczesnej kulturze żarłoczne pytanie o relację człowieka ze światem domaga się kobiecej odpowiedzi, choć ma być przeznaczona dla wszystkich; formułowana z żeńskiego punktu widzenia, ale uniwersalna. Przez pewien czas”. Tak pisze w początkach „Błon umysłu” Jolanta Córka Ireny Wnuczka Bronisławy Prawnuczka Ludwiki, którą w świecie utartych schematów każących nam kobiety nazywać nazwiskami ich ojców, a potem mężów, nazywamy Jolantą Brach-Czainą, a która sama zdecydowała się podpisać na okładce odwołując się do swego żeńskiego dziedzictwa. „Tylko mężczyzna, używając imienia i nazwiska, może w miarę jednoznacznie prezentować siebie. A co najważniejsze przypomina mu się nieustannie, że nie jest sam, że nie…
Czytaj Dalej

Emilie Pine, miłość na długo.

Ten blog powstał po to, żebym mogła bezkarnie (korzystając z nieograniczonej ilości dostępnych znaków, które na Instagramie są limitowane) piać na temat tych tytułów literatury kobiet, które szczególnie mnie zachwycają, które szczególnie mam chęć puścić dalej w świat; dzielić się nimi, jak dobrem, które czasem można przegapić, a przecież byłoby szkoda. Tak się jednak złożyło, że niedługo po założeniu tego bloga totalnie pochłonęło mnie wydawanie własnej powieści. Nie starczyło mi zatem energii na porządne teksty tutaj. Czterdziestka na karku ma tę dobrą stronę, że człowiek już wie, że nie zrobi wszystkiego w jednym czasie. I nawet nie próbuje. Pisałam zatem…
Czytaj Dalej

Dlaczego czytam? O „Nielegalnych związkach” Grażyny Plebanek.

Czytam naprawdę sporo książek, które mogę nazwać dobrymi. Niemniej ostatnio rzadko jest tak, że czytanie ogarnia mnie całą. Fizycznie. Całospala. Częściej mi się to zdarzało we wczesnej młodości. Przy pierwszych książkowych fascynacjach, które przyprawiały mnie o wypieki na twarzy i gęsią skórkę. Z takim właśnie czytaniem kojarzy mi się jedna z najważniejszych książek w moim życiu. „Układ” Eli Kazana. I to raczej nie przypadek, że jej tytuł pada w jednym z dialogów w „Nielegalnych związkach”. Znalazłam w prozie Grażyny Plebanek jakieś powinowactwo z tą powieścią (która na pewno mnie kształtowała). I nie chodzi tu (tylko) o rozgrzaną do czerwoności kulę pożądania,…
Czytaj Dalej
To już wszystko
nie ma więcej wpisów
IMG_1677
Aga Szynal Autorka "Ja sama".
Cześć! Dobrze Cię tu widzieć. Czytasz? Poczytaj ze mną literaturę kobiet. Zajrzyj na mojego Instagrama.
Chcesz wiedzieć
o mnie więcej?