Dziewięć najlepszych tytułów 2023 roku.

W tym zestawieniu znajdziecie wyłącznie literaturę kobiet, bo tylko taką zajmuje się zarówno tu, na blogu, jak i na moim instagramowym profilu. Wybrałam tytuły, które spełniły zarówno kryterium subiektywnego jak i obiektywnego zachwytu. Subiektywnego, a więc takie, które poruszały we mnie osobiście jakąś czułą strunę, bliskie mi tematy, bliskie mi bohaterki, klimat, ton. Obiektywnego, a więc bazując na moim czytelniczym doświadczeniu, jako miłośniczka literatury, a nie krytyczka literacka czy literaturoznawczyni mogę stwierdzić, że są to książki dobrze skonstruowane, wyróżniające się sposobem ujęcia tematyki, psychologicznym wglądem albo jakimś innym istotnym dla literatury czynnikiem. Chciałabym szczególnie wyróżnić trzy z nich. „Demon Copperhead”…
Czytaj Dalej

Porządna powieść o zmianach klimatycznych i narastających napięciach w Stanach Zjednoczonych. „Lot motyla” Barbary Kingsolver.

Moja historia z Barbarą Kingsolver jest bardzo nierówna. Zaczęłam od „Demona Copperheada” i to była miłość totalna, moja powieść roku 2023 (polecam naprawdę wszystkim, bo to jest jednocześnie mądre i napisane tak, że chyba każdy wsiąknie). Potem sięgnęłam po „Odyseję” i nudziłam się na tyle, że ostatecznie ją rzuciłam. „Lot motyla” mi się podobał. Nie jest to zachwyt na miarę „Demona…”, ale bardzo porządnie napisana, klasyczna powieść. Drobiazgowo (choć może czasem nieco zbyt drobiazgowo) zbudowana z poszczególnych scen, które pozwalają znakomicie wczuć się w całą historię. Książka zachwyca tym jak łączy temat zmian klimatycznych z historią rozczarowanej swoim życiem na…
Czytaj Dalej

Czarne love story. „West Farragut Aveneu” Agnieszki Jelonek.

Co kiedy nie da się do końca przeżyć swojej pierwszej miłości, bo jej obiekt umiera?Jak żyć bez?Konkretnie, bez Drobnego? Czarne love story Agnieszki Jelonek: „West Farragut Avenue” rozgrywa się pomiędzy tyrką na work&travel w Stanach, wielką amerykańską podróżą pociągiem za abonamentowy bilet (wersja drogi Jacka Kerouca dla ludzi z Demoludów) a Polską, lat głównie dwutysięcznych. Gdyby to nie była powieść o stracie, to powiedziałabym, że to dokładnie takie love story, jakie chce czytać. Ale to jest historia straty. Choć miłość nie chce się skończyć mimo śmierci. Nie zdążyła w sposób naturalny spaść, jako dojrzały owoc, z drzewa młodości. Z bebechów.…
Czytaj Dalej

Ali Smith zawsze zadaje właściwe pytania. „Piąta pora roku”.

Rzadko zdarza się taka pisarska czystość, swobodna precyzja jak ta u Ali Smith. Elizabeth Strout nie zachwyciła mnie pisząc o pandemii w „Lucy i morze”.Kompletnie zirytowała, również  koncentrując się na pandemii, Sigrid Nunez w „Słabszych”.(Obie skądinąd cenię).Ali Smith zaś jest bezbłędna. Bo jej powieści nie da się sprowadzić do tematu pandemii, choć ona tam jest i jest ważna. Ale Ali Smith jak zwykle rozsadza wszystkie tematy. Jej literatura jest większa. Przyszpiliła nie temat, a teoretycznie nieuchwytnego ducha tej pandemicznej epoki. Więcej tu pytań, niż odpowiedzi, ale to są właśnie te pytania, które należało zadać. To najbardziej tajemnicza z wszystkich pór…
Czytaj Dalej

Od „Dziewcząt z Nowolipek” do „Ciał” Ernaux.

Po raz pierwszy, w liceum, sięgnęłam po nią głównie dlatego, że te dziewczęta to były właśnie z Nowolipek. Mieszkałam wprawdzie na Muranowie tylko do ósmego roku życia, ale czułam się z nim związana o wiele mocniej niż z kolejnym moim miejscem zamieszkania. Potem – okazało się, że emocje związane z lekturą mnie przerastają. Nie chodziło tylko o biedę, a, przede wszystkim, o sytuację Franki, Bronki, Kwiryny, Amelci, itd., która wydawała się niemal bez wyjścia. Na nic nauka, na nic starania. Po co książki? W ostatecznym rozrachunku sprowadzano je do ciał. Były całkowicie zdane na wolę mężczyzn. Chodziło właśnie o tę…
Czytaj Dalej

To nie jest moja ulubiona Strout. „Lucy i morze”.

Mimo, że mam słabość do prozy Elizabeth Strout mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Coś pomiędzy świetna jak zawsze, a kompletnie nie do zniesienia. Zaczęłam od irytacji. Przypomniało mi się od razu stwierdzenie Pilcha, jeszcze przed śmiercią, a już po wybuchu pandemii; parafrazuję jego słowa z pamięci, ale chodziło o to, że pewnie wiele pisarek, pisarzy ostrzy sobie już pióra na ten temat, trzeba jednak uważać, może być grząski.  Za daleko (dla mnie) poszło u Strout przypisywanie łatwej symboliki pandemii. Nie podobał mi się (bardzo!) człowiek z ciemną aurą świadczącą o tym, że zachorował już na koronawirusa. Ani  włosy,…
Czytaj Dalej

Świeżym, intymnym językiem o rodzinie. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon.

Jej „Nasze życie” wpadło mi w ręce zupełnym przypadkiem i zadziwiłam się, że tak mnie wciągnęło. Sięgnięcie po kolejną jej książkę było więc oczywistością. Z przyjemnością zakonotowałam też fakt, że tłumaczyła ją Agata Kozak, ta sama, która odpowiada za przekład fascynujących mnie „Ciał” Ernaux. „Źródła” Marie-Hélèn Lafon to kameralna historia pewnej francuskiej rodziny rolników. Opowiedziana z trzech perspektyw. Przede wszystkim tej unieszczęśliwionej,której w pewnym momencie wydaje się, że nic jej już nie czeka, że innego życia już nie będzie, tylko ten strach. Przed przemocą. Ale to matka. Ze względu na swoje dzieci jest w stanie zdobyć się nawet na heroizm.…
Czytaj Dalej
To już wszystko
nie ma więcej wpisów
_DSC7490
Aga Szynal Autorka "Ja sama".
Cześć! Dobrze Cię tu widzieć. Czytasz? Poczytaj ze mną literaturę kobiet. Zajrzyj na mojego Instagrama.
Chcesz wiedzieć
o mnie więcej?