Literatura piękna 03 listopada, 2022
„W powietrzu”, czyli zdzieranie warstw uwewnętrznionej mizoginii.
Zaczęłam czytanie „W powietrzu” Ingi Iwasiów z wysokiego C zachwytu, kończyłam nieco zmieszana. Zaczęłam się nawet mocno zastanawiać, co takiego budzi to moje zmieszanie. Czy czasem nie ogarnęła mnie samej jakaś nieuświadomiona mizoginia?
Bo przecież rzucałam się na tę książkę łapczywie (co z tego, że wiele lat po jej wydaniu) właśnie dlatego, że w końcu ktoś napisał „odwróconą” historię. Odwróconą w stosunku do tego, do czego przywykliśmy. Don Juanką jest tu kobieta. Zdobywczyni mężczyzn i kobiet, która nie szuka długotrwałych związków, tylko seksualnego spełnienia. Jej wewnętrzne „tamagotchi” każe jej wciąż próbować w kolejnych łóżkach, w kolejnych konfiguracjach, kolejnych pozycjach i miejscach.
Iwasiów wodzi nas, czytelniczki i czytelników za nos, piekielnie inteligentnie wykorzystując motywy, które znamy tak dobrze z męskiej literatury. Jej bohaterka opowiada nam w pierwszoosobowej narracji (która pogłębia nasze zanurzenie w jej spowiedzi) o tym, jak uwodzi. I jak idzie dalej. Znamy właściwie każdy z tych motywów aż za dobrze. Pierwszą „czystą” miłość, „niezbrukaną” seksem, o której się potem całe życie myśli z sentymentem, acz jednocześnie z pewnością, że to nie była ta droga (drogą był seks). Pierwszy seksualny związek obowiązkowo ze starszym partnerem, który wprowadza w tajniki przyjemności. Sława seksualnego rozpasania, która sprawia, że trafiają ci się zaproszenia do czyichś fantazji (obowiązkowo trójkąt). Wykorzystanie swojej pozycji i intelektualnej wyższości do rozpoczęcia romansu z wyjątkowo ponętną osobą (trzeba kłamać i podziwiać). Zamiast obowiązkowej sceny z dziwką, która nie chce pieniędzy (bo dziwki, wyobraźcie sobie, mają uczucia) i tylko naszemu wyjątkowemu bohaterowi pozwala się całować jest związek z alfonsem, który z kolei chce się żenić.
Jest jeszcze cała masa innych takich historii. I kiedy przyglądamy się im w odwróceniu, to znaczy patrząc po raz pierwszy oczami kobiety, a nie mężczyzny, zaczynamy widzieć to zupełnie inaczej. Moje zmieszanie wynika chyba stąd właśnie, że wychowałam się na tych wszystkich historiach i oddychałam nimi jak powietrzem. Dałam sobie w głowie te wizje uromantyzować. Hłasko, Pilch, Roth, Kundera, Kosiński, pewnie mogłabym tak wymieniać bez końca.
Tu poczułam się w końcu znużona tą wyliczanką. Ile jeszcze? Łapię już koncept. Dopiero po dłuższej chwili analizy stwierdzam, że było to zamierzone, że to znużenie było potrzebne, żeby osiągnąć efekt. Zedrzeć ze mnie te warstwy, które wlazły mi głęboko za skórę. Tak głęboko, że już ich nie dostrzegam.
Na początku czytałam tę książkę emocjami i całkiem nieźle się w tym czułam. Ot, chciałam po prostu obserwować jak to wreszcie kobieta może być tą, która manifestuje swoją wolę. Seksualnie pragnie i zaspakaja te pragnienia. Tego się spodziewałam, po to przyszłam. Nie dało się jednak tej książki czytać tak jednowarstwowo. Trzeba było wysilić intelekt i spojrzeć nieco szerzej. Wciąż mam poczucie, że nie za wszystkim za Iwasiów nadążyłam. Ale nie mówię ostatniego słowa w te analizie.. A lubię, kiedy jest tak, że nie mogę zatrzymać swoich myśli.
Aga Szynal
