Literatura piękna 09 stycznia, 2025
Klasyczka, która stoi obok Czechowa. Katherine Mansfield „Opowiadania”.
„Jeśli rzeczywistością Mansfield rządzi rytm – a niewątpliwie tak jest – to jest to nieprzewidywalny i niepoddający się ludzkim wysiłkom rytm życia, a nie odzwierciedlający ideologiczne próby panowania nad światem rytm narracji. Jeśli jej utwór dążą do celu, to nie jest nim efektowny finał skrojonej na miarę anegdoty, a raczej mniej lub bardziej (zwykle mniej) wyrazisty przebłysk samoświadomości, chwilą prawdy, deziluzji, zawodu. Znowu zgodnie z rytmem życia”.
Tak napisała w posłowiu Magda Heydel, tłumaczka, która dokonała również wyboru opowiadań do tego wspaniałego zbioru.
Zapisać uczucie, jakąś psychologiczną, niepowtarzalną chwilę, mgnienie, w którym zachodzi zmiana. Niekoniecznie wielką scenę, niekoniecznie z wieloma aktorami, ostatecznie przecież i tak chodzi o to, co się wydarza w środku bohaterki, czy bohatera. Często to wprawdzie wynika z czegoś zaistniałego pomiędzy ludźmi, ale i tak zapada głucho właśnie wewnętrznie, a więc jednostkowo. W tym Katherine Mansfield jest mistrzynią.
Czytałam Czechowa od zawsze, bo ja w ogóle wcześnie się zabierałam za wielką literaturę kanonu, ale im jestem starsza, tym doceniam go mocniej. Ostatnio pomagał mi się w niego wgryzać Saunders w „Kąpieli w stawie podczas deszczu”, czyli szkicach z lekcjami pisania. Magda Heydel, tłumaczka, informuje w posłowiu, że Mansfield podziwiała rosyjskiego pisarza, brała z niego przykład. Jeszcze jak czuć tu pokrewieństwo!
Ale przecież to Masfield właśnie jest mi bliższa. Bo bierze na pióro perspektywę kobiet. I to nic, że mówi sprzed stu lat, dalej trafia; i choć niektóre miedzyklasowe zderzenia są już dawno nieaktualne (a może nie? Może znów w zasadzie idziemy w klasowość), to istotniejsza jest, jak u Czechowa, ta warstwa głęboko ludzka. Jak mało się tu w gruncie rzeczy zmienia. Najwidoczniej nasze poznawcze oprogramowanie wciąż jest to samo, wciąż zgrzyta w podobnych momentach. I w podobnych – rozświetla się. A po drodze jest jeszcze cała ferii innych subtelnych odczuć.
Diablo dobre opowiadania. Przepisuję sobie klasykę na taką, w której jest dostatecznie dużo miejsca na kobiety.
Smaczny cytat na zachętę:
„Choć Berta Young miała trzydzieści lat, nadal zdarzały się chwile takie jak ta, że chciałaby biec zamiast iść, tańczyć na ulicy, toczyć obręcz, podrzucać coś w górę i łapać, albo stać spokojnie i śmiać się z… z niczego, po prostu z niczego”.
Aga Szynal