Literatura faktu 22 kwietnia, 2025
Autofikcje Kuncewiczowej. „Fantomy” i 'Natura”.
Powrót do „Cudzoziemki” i „Tristana. 1946” sprawił, że rozkochałam się w Kuncewiczowej. Jestem pełna podziwu dla jej dokonań w ramach powieści psychologicznych. Jak dobrze, że Wydawnictwo Marginesy je wznowiły. Czytajcie, zachęcam. Jestem pewna, że nawet jeśli zetknęliście się z nimi ramach nastoletniości, aktualny odbiór będzie inny, pełniejszy. Można docenić, w jaki wielu kwestiach wyprzedziła swoją epokę.
Dlatego sięgnęłam po jej, pisane w latach siedemdziesiątych, autofikcje: „Fantomy” i „Naturę”.
I szczerze mówiąc literacko mnie raczej zawiodły (choć z tych dwóch znaczcie ciekawsze są „Fantomy”). Zbyt wspominkowe, zbyt powtarzające się. Miejscami nudnawe. Jednak dziedziną Kuncewiczowej były powieści. Tu jest mistrzynią.
Ale przy tym – co to była za fascynująca osoba! Ile żyć w życiu przeżyła. W ilu krajach mieszkała. Z jak różnorodnymi ludźmi stykał ją los. Umiała się wśród nich odnaleźć. Jej idea „obywatelstwa światowego” z jednoczesnym umiłowaniem swojego miejsca na ziemi („dom-kotwica”, u niej Kazimierz Dolny) wciąż aktualna.
„Pierwszy raz dom własny, dom-kotwica pokoleń, dom-stały adres, związany z określonym kawałkiem gruntu (…)”.
„Dom okazał się istotą. Złożony z miliona komórek, miewał rumieńce, bywał blady. Budził się razem ze mną, razem ze mną zasypiał, ale w nocy dziwniał, snuł swoje osobne życie (…). Dom gęstniał, pochłaniał mnie, a jednocześnie sam wrastał w tajemniczą perspektywę, która mogła być moją historią, chociaż nią nie była”.
No i jej psychologiczne spostrzeżenia – bywają tu perły. Mnie interesowały też wątki autobiograficzne w jej powieściach. Chciałam się uczyć jak tkać pisanie z materii własnego życia, twórczo je przekształcając.
„Piszę, żeby siebie uziemić, żeby zatrzymać siebie w ruchu nadanym sobie nie przez siebie: żeby oprzytomnieć z niebytu. Bo takie jest prawo: należy myśleć, należy być sobą. Do myślenia zmusić się umiem tylko z piórem w ręku, bez tego narzędzia wsiąkłam w otoczenie. Natomiast w powolnym rytmie pisania wyłania się samowiedzą, wczepiam się w obcy żywioł, który mnie odpycha, zaczynam istnieć jako osobny byt”.
Zatem – to lektura dla wyjątkowo wąskiego grona. Większości polecam skupienie się na powieściach.
Aga Szynal