Literatura piękna 22 kwietnia, 2025
„Przypadek Rachel” Caroline O’Donoghue. Mądra, wciągająca i lekka w czytaniu powieść.
Zacznijmy od tego, że nic mi ostatnio nie pasowało. Jak ja bym poczytała Dolly Alderton, pomyślałam. Mądrą, błyskotliwą obyczajówkę. I natknęłam się na post Wydawnictwa Poznańskiego o tym, że Alderton i Caroline O’Donoghue się przyjaźnią. I że pewnie dlatego to pisanie jest sobie bliskie.
Potem trafiłam jeszcze na sporo pozytywnych opinii o „Przypadku Rachel” O’Donoghue na bookstagramie. Sięgnęłam i to było to!
Irlandia. Lata kryzysu finansowego. Rachel jest zmuszona do przyspieszonego dojrzewania. Jej rodzice, dentyści, mają kłopoty, musi sama opłacić sobie studia. Zaczyna pracę w księgarni. Poznaje tam najlepszego przyjaciela.
Wynajmują razem mieszkanie. Ach! Ta intensywność przyjaźni w oparach taniego alkoholu i śmieciowego jedzenia, z czasów, gdy się miało dwadzieścia lat, nie do podrobienia!
Zresztą cały ten klimat pewnego specyficznego okresu w życiu O’Donoghue odmalowuje z talentem. Życie towarzyskie. Miłość. Seks. Alkohol.
I w tym wszystkim – przypadek Rachel. Jaki? Przeczytajcie!
W historii tej dziewczyny zawarła autorka genialne tło obyczajowe. Choćby takie smaczki jak podejście do feminizmu – narratorka jest zadziwiona jaką mizogonką ona, feministka, kiedyś była, gdy odnajduje jakiś swój stary esej. Choćby podejście do seksu – jak niedawno w gruncie rzeczy byliśmy jeszcze w zupełnie innym miejscu. I tak dalej. Bo tego jest mnóstwo.
Bardzo, bardzo jestem na tak w przypadku tej powieści. Dokładnie taka literatura jakiej mi wciąż brakuje. Nie zamknięta dla wąskiego grona wtajemniczonych, a przy tym niosąca masę treści, bliska, do przemyśleń.