Literatura piękna 31 marca, 2025
Powieść jak tytuł. „In memoriam” Alice Winn.
Ta powieść jest taka jak jej tytuł „In memoriam”. Zakrojona na wielkie wzruszenia. Od razu można ją sobie wyobrazić przeniesioną na ekran. W końcu ma opowiedzieć o I wojnie światowej. Zaczyna się kroniką poległych, którą czytają w elitarnej, angielskiej szkole z internatem jej główni bohaterowie, Henry Gaunt i Sidney Elwood. Najlepsi przyjaciele, których w gruncie rzeczy łączy coś więcej. W Anglii, magicznym kraju, o który im także przyjdzie walczyć i który nauczono ich kochać, istnieje w tym czasie prawny zakaz homoseksualizmu.
Ma być melodramatycznie. I jest.
Czyta się to wyjątkowo lekko (choć autorka nie szczęści nam drastycznych opisów z frontu, żeby oddać zło wojny, więc są i flaki z mózgu). Mnóstwo jest opowiedziane w dialogach, scenkach (dobrze!). Swoje robią listy i przewijająca się przez całą powieść kronika śmierci. Gra to ze sobą. Ważny jest wydźwięk antywojenny. Uwydatnienie tego jak wojna niszczy ludzi zabierając im również przyszłe normalne życie. Po wojnie nie ma już normalności.
Czytałam ją w okresie wykończenia przesileniem wiosennym i nadała się znakomicie, porzuciłam na jej rzecz filmy na podstawie Christie, którymi umilałam sobie czas. Nic ode mnie nie wymagała. Wszystko miałam podane na tacy i było to zrobione pisarsko profesjonalnie, nie nudziłam się ani przez moment. Tyle, że nie zostałam po jej przeczytaniu właściwie z żadnym pytaniem. Wszystkie odpowiedzi zostały udzielone. Czarno na białym (ewentualnie pobudziła moje myślenie o tym, czym były elitarne szkoły z internatem, ten wątek bardzo mnie zainteresował).
Gdyby nie ciężki temat, który wzięła na tapet przyporządkowałabym tę powieść do hasztagu #dobreksiążkiwagilekkiej bo to jest ten typ page turnera. Jeśli chcecie zapomnieć o wszystkim naokoło, jest idealna (a to niebagatelna zaleta). Jednocześnie dla mnie ostatecznie jest zdecydowanie zbyt płaska, żeby wejść do kanonu najlepszych lektur o wojnie.
Aga Szynal