Literatura piękna 10 lipca, 2025
Wciągająco o rzeczach trudnych, czyli „Kobieta do zjedzenia” Margaret Atwood.
Przeczytałam w ostatnim czasie dwie powieści wielkich pisarek o uwikłaniu, uciemiężeniu kobiet przez kulturowe schematy. Obie wydane po raz pierwszy kilkadziesiąt lat temu. I idealnie mi to pokazało moje czytelnicze kierunki. Podczas gdy Jelinek i jej „Amatorki” mnie zmęczyły, Margaret Atwood i „Kobieta do zjedzenia” sprawiła autentyczną przyjemność czytania. Mogę wręcz powiedzieć, że zostałam uwiedziona.
Czy przez to, że została napisana w dość lekkim stylu jej wymowa była mniej poważna? No właśnie ani trochę! Można wciągająco i z dowcipem (za który Atwood uwielbiam; ja w ogóle dam się kroić za poczucie humoru. Za to baloniki powagi chętnie nakłuwam) podać naprawdę najtrudniejsze tematy. I śmiem twierdzić, że prawdopodobnie w ten właśnie sposób o wiele więcej się osiąga jeśli chodzi o rezonowanie w umysłach i sercach czytelników.
To historia pewnej młodej, pracującej dziewczyny, mieszkającej z niebanalną współlokatorką, która przymierza się do małżeństwa. Pięknie tworzy Atwood obyczajowy portret pewnego środowiska, momentu w czasie. W głębszej wymowie wcale nie miałam poczucia nieadekwatności tej powieści ze względu na to, że jesteśmy już w roku 2025. Zresztą przede wszystkim dobrze się bawiłam.
Polecam. Zresztą w ogóle bardzo polecam czytanie Atwood.
Aga Szynal