Literatura piękna 20 sierpnia, 2025
Nowa powieść Therese Bohman. Czy trzeba pisać coś więcej? „Góra prawdy”.
To nie jest powieść, która porwała mnie od pierwszej chwili. Nie uderzyła mi od razu do głowy, raczej szemrała delikatnie jak strumyk w czasach niedoborów wody. Ale jednak stopniowo dawałam się wciągnąć coraz bardziej. Niekoniecznie dzięki fabule – rozrzuconej po różnych planach czasowych, od dzieciństwa, poprzez studia, aż do czasu bycia matką i powrotu z własnym dzieckiem do domu rodziców (właściwie, parafrazując samą Bohman, fabuła była trochę jak obrazy impresjonistów – rzucone na płótno plamy. Zbiór plam). Raczej dzięki odczuciom, które we mnie wywoływała. Im dalej w las (i dorosłość), tym te plamy zaczynały mieć dla mnie większe znaczenie.
Myślę, że to trochę inna Bohman od tej, którą znamy z poprzednich powieści, ale również w tym nieco bardziej fragmentarycznym wydaniu, zdołała mnie do siebie przekonać. I jakoś tam we mnie zakiełkować.
Cytatów podkreślałam, co niemiara. Wiele razy czułam bliskość. Czytałam w aplikacji na telefonie (czego szczerze nie znoszę!), bo nie miałam dostępnego czytnika, a i tak pochłonęłam ją w dwa dni, co też świadczy o moim zaangażowaniu w lekturę.
Aga Szynal