Literatura faktu 24 października, 2025
„Pola. Ukryte życie Apolonii Machczyńskiej-Świątek” Grażyny Plebanek. Z braku można zrobić coś inspirującego.
Społeczność czytających proszona o nieco empatii.
Zastanawiałam się czy mam o niej napisać, bo moje czytanie było jak Wenus z Milo, bez ręki, a może nawet jak Nike z Samotaki, bez głowy. W moim egzemplarzu książki zabrakło około 30 stron, i to niestety, przy końcu (choć nie na samym końcu), gdy byłam już mocno wciągnięta w lekturę. Ten błąd drukarski mocno mnie rozsierdził.
Zdarzyło Wam się kiedyś coś takiego?!
Mimo wszystko jednak wyniosłam z tej lektury podziw dla sposobu w jaki Grażyna Plebanek plecie historię na wpół z dziedziny literatury faktu, na wpół fikcyjną, bo dowyobraża sobie to, czego nie może znaleźć. Historię szczególną, bo dotyczącą nieznanej jej babci, o której istnieniu przez wiele lat nie miała pojęcia; ale szczególną również dlatego, że ta babcia jest z kolei nam, czytelniczkom i czytelnikom,
znana całkiem nieźle.
Tytułowa Pola bowiem to Apolonia Machczyńska. Ta, która zginęła, bo ukrywała Żydów. Osierociła własne dzieci (w tym tatę Grażyny Plebanek). Pisała o niej Hanna Krall.
Hanna Krall wykuła w spiżu jej nazwisko i śmierć. Wnuczka – chciała życie. Bo przecież Pola zdążyła żyć!
Dlatego momentami to klasyczna historia o poszukiwaniu korzeni, jakich ostatnio jest sporo, odwiedzanie ważnych miejsc, korespondencja z historykami, a momentami – właściwie powieść. O Poli. Dziewczynie, którą wychowała przybrana matka. Która studiowała w Warszawie i chodziła tu na tańce.
Z braku można zrobić coś poruszającego. Dlatego mimo, że moje czytanie również było wybrakowane, zabrakło w nim stron, to przecież ma odbicie w moich emocjach, przemyśleniach. Istnieje we mnie, więc dzielę się nim takim jakim jest.
Aga Szynal