Literatura faktu 21 października, 2025
„Boznańska. Non finito” Angeliki Kuźniak. Z cyklu: odkrywam polskie malarki.
Kontynuuję czytanie o polskich malarkach. Bo, jak napisała Linda Nochlin w eseju „Dlaczego nie było wielkich artystek?”, to prawdziwy cud, że pomimo niewyobrażalnych trudności doświadczanych przez kobiety niektóre zdołały się jednak wspiąć na wyżyny w dziedzinach zdominowanych przez mężczyzn, takich na przykład jak sztuka.
Olga Boznańska była niewątpliwie piekielnie zdolna! A przy tym – nieziemsko pracowita. Dodatkowo zaś niesłychanie zdeterminowana i skupiona na jednym celu.
Trudno, nawet po przeczytaniu biografii, jednoznacznie stwierdzić, czy to, że po zerwanych zaręczynach nie weszła już w żaden związek, związane było raczej z pewną psychiczną trudnością, która mogła mieć początek w dzieciństwie (co zdaje się sugerować biografka), czy też z postawieniem na własny talent (bo małżeństwo najczęściej jednak zabierało kobiecie wszelkie szanse na rozwój), dość poprzestać na tym, że ostatecznie malowanie stało w jej życiu ponad wszystkim. Wiecznie nieskończone malowanie – bo zawsze było coś jeszcze do poprawki, każdy portret malowała miesiącami.
Nie szła za żadną modą. Nie umiała dobrze sprzedawać swoich prac. Wielokrotnie cierpiała niedostatek. Choć dość zabawnie jest mimo wszystko czytać o tym ostatnim w kontekście odziedziczonej (wraz z siostrą) kamienicy w Krakowie, w której jako właścicielka wynajmowała mieszkania… Z dzisiejszej perspektywy brzmi to raczej jak majątek, nie bieda;) Ale ponoć Boznańska nie umiała gospodarować pieniędzmi, rozdawała je na lewo i prawo, o co miała do niej wieczne pretensje zatroskana siostra.
Jak zawsze u Angeliki Kuźniak – dobra robota. Ciekawa biografia.
Aga Szynal