Literatura piękna 26 listopada, 2023
Guzel Jachina „Zulejka otwiera oczy”. Prosta opowieść do szpiku serca.
Duże zagęszczenie trudnych słów w jakimś tekście uruchamia we mnie od razu czerwoną lampkę. Zaczynam się zastanawiać, czy ktoś tak naprawdę wie o czym mówi. Mądrość polega na tym, żeby o trudnych sprawach umieć mówić prosto. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić czegoś prosto, nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze. To przekonanie Einsteina wyniosłam z domu dzięki Tacie i wcale nieźle zdaje ono egzamin na przestrzeni lat.
W gruncie rzeczy pewnie można je przykładać rownież do literatury.
Już sam tytuł „Zulejka otwiera oczy” nieźle współgra z tym co powyżej napisałam. Otwiera oczy i co dalej? Guzel Jachina opowiada historię tragiczną i pełną nadziei jednocześnie. Bez najmniejszej drobiny zbędnego patosu.
Radziecka rewolucja. Rozkułaczanie. Zsyłka. Muzułmańskie zasady Tatarów stawiające Zulejkę w pozycji robaka, który w każdej chwili może zostać rozdeptany przez męża. Idziemy przez to razem z Zulejką.
Poznajemy po drodze całą plejadę charakterów, które są tak ludzkie i autentyczne, że niosą na sobie całą złożoność tej niełatwej opowieści.
To chyba też pierwszy raz, kiedy opowiada mi o tych zdarzeniach kobieta. Patrzę jej oczami. Macierzyństwo Zulejki rozdziera mi serce.
To powieść wydana już kilka lat temu, ale warta tego, żeby rzucić dla niej wszystko inne.
Aga Szynal