Literatura piękna 12 stycznia, 2024
Robinsonka. „Ściana” Marlen Haushofer.
Pamiętam uczucie z jakim w podstawówce czytałam Robinsona Cruzoe. To było o radzeniu sobie w każdych okolicznościach. Opisy rzeczy, które udało mu się zrobić, a potem ulepszyć dla własnego przetrwania sprawiały mi wręcz fizyczną przyjemność.
„Ściana” Hausohofer też jest o tym. O współczesnej Robinsonce, która zamiast wylądować gdzieś na bezludnej wyspie, zostaje odcięta w lesie, w myśliwskiej chatce od reszty świata i ludzi. Pewnego dnia dookoła lasu wyrosła ściana. Wygląda na to, że poza nią nie ma nic.
W centrum książki jest bohaterka, która nie ma imienia. Po co jej imię w świecie bez ludzi? Pytanie idzie nawet dalej – po co jej twarz?
I znów jest w tym wszystkim jakaś ulga, gdy krok po kroku kobieta pokonuje trudności. Daje sobie radę. Dostajemy szczegółowe opisy obsiewania pola, rąbania drewna, koszenia łąki, polowań, które są niezbędne do przeżycia. To jest monotonne i diabelnie wciągające jednocześnie (zapadło we mnie bez wątpienia). Ale najważniejsze w tym nowym wszechświecie jest współistnienie ze zwierzętami. Stado. Fakt, że wciąż jest ktoś do opieki.
Właściwie – ona sobie nie radzi. Oni sobie radzą. Razem.
Ale czy światu tak naprawdę potrzebni są ludzie?
Genialna powieść, która porusza tematy egzystencjalne i pozostawia mnóstwo pola do interpretacji. Na pewno jednak jedną z jej wartości jest ta, że buduje w nas obraz kobiety, która podoła każdej rzeczywistości. Czy w ten sposób nie odpowiada na lęki wielu z nas?
Aga Szynal
Więcej postów
Patti Smith „Chleb aniołów”. Autobiografia muzyczno-pisarska.
25 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
24 września, 2026