Literatura piękna 30 stycznia, 2025

„Strach przed lataniem” ciągle towarzyszy kobietom. Erica Jong wciąż jest wznawiana.

Prawie po nią nie sięgnęłam. Bałam się, że to powieść na tyle zanurzona w historii (feminizmu), że teraz już nie wybrzmi odpowiednio. Że będę ją czytać tylko z ciekawości, jak to było.

Nic bardziej mylnego.

Erica Jong opowiada o konkretnej bohaterce i jej przemianie emocjonalnej. Na tyle uniwersalnej, że wciąż jeszcze pulsuje we mnie jej nerw. Z taką brawurą i szczerością, że bez problemu bierze mnie ze sobą (jak wcześniej miliony czytelniczek). Z ironią i nutką poczucia humoru (co doceniam zawsze). Z bezpruderyjnością (nic dziwnego, że postawiono ją obok mojego ukochanego Philipa Rotha) i witalnością. Dużo tu o kobiecym pożądaniu (szukam tego tematu).

To wszystko sprawiło zapewne, że ta książka zyskała taki rozgłos. 

Czy są tu nieadekwatności związane z upływem czasu? Owszem, zdarzają się. Nieco za długo  Isadora Wing miota się pomiędzy mężczyznami. Ale przecież najważniejsze jest to, że ta, która boi się latać (poznajemy ją, gdy siedzi w samolocie wiozącym psychoanalityków na kongres), próbuje jednak ulecieć mimo strachu. W sensie psychicznym – wciąż bywamy, jako kobiety, w tym miejscu.

„Tak więc uczyłam się o kobietach od mężczyzn. Oglądałam je oczami pisarzy. Rzecz jasna, nie myślałam o nich jako o pisarzach mężczyznach. Myślałam o nich jako o pisarzach po prostu, jako o autorytetach, uważałam ich za bogów, którzy posiadają wiedzę i którym należy ufać”.

„Po części dlatego właśnie piszę. Skąd mam wiedzieć, co myślę, dopóki nie zobaczę tego na piśmie? Pisanie jest moją łodzią podwodną, moja rakietą, która zabiera mnie do nieznanych światów wewnątrz moje głowy.
Przygoda, nieskończona i niewyczerpana. Jeśli nauczę się, jak zbudować właściwy pojazd, zdołam odkryć kolejne obszary”.

„W co zatem wierzyłam? W humor. W podśmiewanie się z systemów, z ludzi, z siebie. W śmianie się nawet z własnej potrzeby nieustannego śmiechu. W to, by życie postrzegać jako pełne sprzeczności, wielowymiarowe, zmienne, zabawne, tragiczne, chwilami oszałamiająco piękne. W patrzenie na życie jak na ciastko z owocami, zawierające pyszne śliwki i szkodliwe orzeszki, które jednak całe należy tak czy owak pożerać łapczywie, ponieważ nie da się rozkoszować śliwkami, nie godząc na to, że czasem przytrują Cię orzeszki (…)”.

„Wolność to tylko inna nazwa na stan, w którym nie ma się już nic do stracenia, prawda?”

Cieszę się ogromnie, że mam ją na półce i mogę wrócić do wszystkich podkreśleń, które w niej zrobiłam.

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *