Blog o literaturze kobiet

Literatura piękna 03 marca, 2025

„Była żona” Ursuli Parrott jest błyskotliwa, ale posyłam ją na śmietnik historii.

Przyciągnęła mnie między innymi okładka tej książki.
Sprawdziłam, że pochodzi z wydania „Ex-Wife” z 1930 roku. Pierwsze wydanie miało miejsce w 1929 roku i zdobyło ogromną popularność.

Polecało „Byłą żonę” wiele osób, które cenię, a temat wydawał się ciekawy: kobieta świeżo po rozwodzie w Nowym Jorku sto lat temu. Ale z jakiegoś powodu nie udało mi się  zaangażować w tę powieść.

Styl jest bezsprzecznie błyskotliwy. Napisana jest z polotem, lekko, ironicznie, inteligentnie. Co doceniam. Świetnie oddane są obyczaje tamtego czasu (ale pijaństwo! Rozkwitające w blasku codzienności). Rozumiem jej niegdysiejszą popularność.

Ale i tak książka na przemian irytowała mnie i smuciła. W trakcie  czytania porzucałam ją dla innych tytułów We wstępie dowiedziałam się, że to, mimo upływu czasu, świetne studium porzuconej kobiety. Być może, ale ja nie umiałam się w to wczuć. Zbyt mocno odpychało  mnie to ciągłe określanie się jako żona-była żona-przyszła żona (bo innego wyjścia nie ma; kobieta istnieje tylko w jakimś stosunku do mężczyzny) .  „Kalanie siebie” poprzez chodzenie do łóżka z mężczyznami. A jednocześnie brak tego krytycznego autokomentarza narratorki, gdy bohaterka nieostatnie dopasowuje się do mężczyzn, z którymi spędza czas wbrew sobie; na różne inne sposoby.

No ja jednak mam nadzieję, że skala tego wszystkiego, co tu przedstawiono, to jednak tylko zapis odległego momentu w historii. I z teraźniejszością nie ma nic wspólnego.

Zatem – moje „nie” dla tego tytułu jest czysto subiektywne i związane z uczuciami, jakie we mnie wywołała.

Tłumaczenie: Olga Dziedzic

Aga Szynal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej postów

Newsletter

Chcesz, żebym raz w miesiącu poleciła Ci najlepszą przeczytaną przeze
mnie książkę? Zapisz się na newsletter.

Loading