Literatura piękna 13 kwietnia, 2026
Zyta Rudzka konsekwentnie charakterna. „Tylko durnie żyją do końca”.
U Ernaux mamy zdradę klasy z powodu awansu społecznego. U Rudzkiej odwrotnie, jest zdrada z powodu świadomej deklasacji. Mnie to ciekawi. Być może to będzie moja ulubiona powieść Rudzkiej (jeszcze daję sobie czas).
„Jestem nauczycielką niższego szczebla, zawsze do tego dążyłam, inny poziom mnie nie interesuje” – mówi główna bohaterka „Tylko durnie żyją do końca”, która żyje w starym gospodarstwie na wsi z dwoma mężczyznami i pracuje jako nauczycielka WFu. Szybko okazuje się, że to rzeczywiście jej w pełni świadomy wybór – wtedy gdy z miasta przyjeżdża do niej (zresztą raz po raz) ojciec, adwokat.
„Cała nasza trójka miała plan, żeby żyć bez planu i ten plan w stu procentach wykonujemy” – puentuje jeszcze Lida. I dodaje, że z kultury poważa tylko kulturę fizyczną (choć wyrosła wśród książek).
Jak to u Rudzkiej – jest w tej powieści wyjątkowy, właściwy tylko dla niej język i bohaterka tak charakterna, że choć miejscami może trudno mi ją objąć, to czuję szacunek dla tej osobistej niepodległości.
Kiedy cały świat podsuwa nam całkowicie konsumpcyjne obrazki tego, co to znaczy żyć na swoich zasadach, Rudzka konsekwentnie (i z literackim talentem) staje okoniem.
Tytuł, totalnie w stylu typowej frazy pisarki, jest przewrotny. Na początku czytałam go negatywnie, po lekturze wiem, że to apoteoza życia, które jest autonomiczne, własne, swoje, na wspak społecznym drabinkom.
Aga Szynal