Literatura piękna 15 kwietnia, 2024
Od „Dziewcząt z Nowolipek” do „Ciał” Ernaux.
Po raz pierwszy, w liceum, sięgnęłam po nią głównie dlatego, że te dziewczęta to były właśnie z Nowolipek. Mieszkałam wprawdzie na Muranowie tylko do ósmego roku życia, ale czułam się z nim związana o wiele mocniej niż z kolejnym moim miejscem zamieszkania.
Potem – okazało się, że emocje związane z lekturą mnie przerastają. Nie chodziło tylko o biedę, a, przede wszystkim, o sytuację Franki, Bronki, Kwiryny, Amelci, itd., która wydawała się niemal bez wyjścia. Na nic nauka, na nic starania. Po co książki? W ostatecznym rozrachunku sprowadzano je do ciał. Były całkowicie zdane na wolę mężczyzn.
Chodziło właśnie o tę nieznośną bezwolność kobiet. Wszystko było możliwe tylko poprzez mężczyzn, za sprawą mężczyzn, przez mężczyzn. Nie chciałam mieć z tym nic wspólnego. Wróciłam do czytania mężczyzn: o człowieku. Bo człowiek mógł się zastanawiać nad losem. Kobieta nad tym, czy nie zajdzie w ciążę i nie „zmarnuje sobie życia”.
Odcięłam się mentalnie od tej lektury. To nie o mnie! Ja wychowywałam się już w latach, kiedy pigułka antykoncepcyjna wyzwoliła nas z tej opresji. Nie chciałam nawet zastanawiać się czy aby to wyzwolenie jest pełne.
Powrót po latach był znów bolesny. Bo ta historia jest naprawdę dotkliwa. A Pola Gojawiczyńska odmalowuje ją z takim talentem, że wchodzimy w buty każdej z dziewcząt. Ała!
Dobrze mieć na podorędziu „Ciała” Ernaux i móc naocznie stwierdzić jak dużo zmieniło się przez sto lat. Nawet jeśli u nas wciąż nie tak dużo jak we Francji.
Aga Szynal
Więcej postów
Patti Smith „Chleb aniołów”. Autobiografia muzyczno-pisarska.
25 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
24 września, 2026