„O zmierzchu. Jak przestać bać się życia i przeżyć je po swojemu” Marty Niedźwieckiej, czyli psychologiczny język, który pasuje mi jak żaden inny.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam dotyczy podtytułu, bo brzmi jak poczytny poradnik z prostymi trickami (a takich nie lubię). Poza tym – kocham tę książkę całym sercem. Tak jak podkast (ale jednak tradycyjnie okazało się, że więcej przyswajam czytając). Sposób w jaki Marta Niedźwiecka wykłada psychologię życia codziennego trafia do mnie w stu procentach. Jej język i metafory mogę brać od razu chochlą; po co się rozdrabniać, wiem, że pyszne (nieprzesłodzone). Rozkminia Marta Niedźwiecka dokładnie moje rozkminki. Uwypukla właśnie te aspekty, które mnie trapią. Pięknie korzysta z naukowych badań. Idealnie podlewa to subiektywnym sosem. Jest tu o emocjach, relacjach i komunikacji, […]

Więcej

„Ines, pani mojej duszy”, czyli Allende na wakacje.

Allende pisze z mojego punktu widzenia znakomite lektury na wakacje. Takie, w których fabułę się wsiąka, dzięki którym można się sporo dowiedzieć i które jednocześnie nie są bardzo wymagające w czytaniu. A że jest płodną pisarką, to swego czasu kupiłam parę starych wydań jej powieści i wyciągam w miarę potrzeby. Z „Ines, pani mojej duszy” nie do końca się wstrzeliłam. To osadzona w realiach szesnastego wieku historia Hiszpanki, która ramię w ramię z mężczyznami zdobywała Nowy Świat. Konkretnie Chile. Nie jestem raczej fanką powieści historycznych. Ta zaś dodatkowo opisywała wyjątkowe okrucieństwa. To, w jaki sposób obchodzono się z miejscową ludnością […]

Więcej

„Dom Holendrów” Ann Patchett, czyli wciągające wakacyjne czytadło, z którego niewiele mi zostanie.

Od czasu do czasu nachodzi mnie potrzeba na czytanie z serii #dobreksiążkiwagilekkiej  i jest to kategoria, w której najtrudniej mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Ostatnio prosiłam Was o radę i @zakladka.angielski (dziękuję) podpowiedziała mi ten tytuł: „Dom Holendrów” Anne Patchett. Początkowo się zdziwiłam, bo intuicyjnie plasowałam to pisanie jako trudniejszą literaturę piękną. Jak się okazuje raczej błędnie. #dobreksiążkiwagilekkiej to są dla mnie te tytuły, które niekoniecznie są bardzo lekkie tematycznie, nie takie, w których nie ma, dajmy na to, nic smutnego, ale takie, które nie wymagają dużego wysiłku przy czytaniu, przez które się płynie. „Dom Holendrów” naprawdę nieźle tu […]

Więcej

„Śpiew ptasich serc” Viktorii Lloyd-Barlow, moja książka sierpnia.

Jeśli ktoś (Sunday) na pierwszej stronie zaczyna ci opowiadać świat, w którym je się wyłącznie białe rzeczy, bo wszystko inne powoduje dyskomfort, to już wiesz, że nic nie wiesz. Jeśli doda do tego córkę (Dolly), sarkastyczną nastolatkę domagającą się kolorów i marzącą o tym, by wyfrunąć z rodzinnego gniazda, a potem dorzuci do tego obrazka bezdzietną parę z wyższych sfer, z Londynu, która sprowadza się do domku obok, to zaczynasz się czuć trochę tak jak w przypadku czytania dobrego thrillera (np. Patricii Highsmith).  Niewiele się tam działo fabularnie, a jednak było napięcie. Strach, że to historia, co zmierza do katastrofy. […]

Więcej