Literatura piękna 05 września, 2024
„Ines, pani mojej duszy”, czyli Allende na wakacje.
Allende pisze z mojego punktu widzenia znakomite lektury na wakacje. Takie, w których fabułę się wsiąka, dzięki którym można się sporo dowiedzieć i które jednocześnie nie są bardzo wymagające w czytaniu. A że jest płodną pisarką, to swego czasu kupiłam parę starych wydań jej powieści i wyciągam w miarę potrzeby.
Z „Ines, pani mojej duszy” nie do końca się wstrzeliłam. To osadzona w realiach szesnastego wieku historia Hiszpanki, która ramię w ramię z mężczyznami zdobywała Nowy Świat. Konkretnie Chile. Nie jestem raczej fanką powieści historycznych. Ta zaś dodatkowo opisywała wyjątkowe okrucieństwa. To, w jaki sposób obchodzono się z miejscową ludnością jest ciężkie do ogarnięcia. Cała epoka zaś pełna najbrutalniejszej przemocy. „Ta konkwista odbyła się kosztem niepomiernych krzywd…”.
Ale czy przestałam czytać? No nie. To jednak Allende. Umie pisać. I tym razem znów zrobiła to znakomicie.
(A historia bohaterki bazuje na faktach, do których autorka długo i żmudnie się dokopywała).
Aga Szynal
Więcej postów
Patti Smith „Chleb aniołów”. Autobiografia muzyczno-pisarska.
25 września, 2026
Pocisk ze sztuki. „Kochanek” Marguarite Duras.
24 września, 2026